4 cze 2014

27 Comments

Kamil Pisze #4 Uważaj co piszesz, czyli zgrzyt na lini recenzent - wydawnictwo

Kamil pisze Kamil czyta książki recenzja opinia afera post meridiem 
Nie wiem czy słyszeliście czy nie, ale ja też postanowiłem co nieco o tym napisać. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest sobie blogerka, pisze swoje recenzje na blogu, dostaje książkę do recenzji, która okazuje się gramatycznym i ortograficznym gniotem. Postanawia wyrazić swoje odczucia względem tragicznej korekty, mało tego, wkleja zdjęcia na dowód niekompetencji korektorów. Po jakimś czasie dostaje maila od wydawnictwa, w którym dowiaduje się, że nie ma odpowiednich kompetencji do opisywania błędów typograficznych, i powinna niezwłocznie usunąć recenzję, inaczej sprawa zostanie rozwiązana na drodze prawnej. Bzdura powiecie, bajka wyssana z palca. Otóż nie moi Drodzy, historia jest jak najbardziej prawdziwa, a dotyczy..



Post Meridiem, bo o tym blogu mowa dostała do recenzji Pamiętnik Diabła Adriana Bednarka. Powieść ją zachwyciła, okazała się oryginalna i ciekawa, jednak jak to autorka recenzji określiła, wydawnictwo swoją korektą podcięło autorowi skrzydła, wydając tak opracowaną książkę za bagatela 38 złotych polskich. Subiektywna recenzja jakich wiele powiecie, ale

 tu zaczynają się jaja.

Nie wiem co myślało sobie wydawnictwo Novae Res pisząc maila każącego recenzję usunąć i zapomnieć o całej sprawie. Ale że co? Że sprawa ucichnie, że rozejdzie się po kościach? Ależ nie! Mało tego, podniósł się wielki raban i wybuchła mała afera w naszej książkowej blogosferze. Tutaj oddaję Wam hołd, bo wszyscy, jak jeden mąż stanęliście po stronie blogowej koleżanki i wyśmialiście postawę wydawnictwa.

A ta jest naprawdę żenująca. Po pierwsze, nie wiem czy jego pracownicy wiedzą, ale Google archiwizuje wszystkie posty, wpisy i notatki. Recenzję można znaleźć łatwo i szybko, jest O TUTAJ. I teraz ją przeczytajcie i powiedzcie mi, czy jej autorka godzi w dobre imię wydawnictwa? Nie? Też tak sądzę. To profesjonalne i subiektywne podejście do tematu tak żenującego jakim jest korekta tej książki. Mało tego, ona przeszła już DWIE korekty i nadal są tam takie błędy jak masarz, przewarząjącej, spodniczki, rozejść się po łokciach (WTF?!). Zastanawia mnie jeden fakt. Jak można przepuścić takie błędy przez profesjonalny sprzęt, gdy zwykły smartfon wyłapuje nam takie smaczki.

Afera się zrobiła, autorka bloga już myślała, że sprawa faktycznie przycichnie, gdy serwis Booknews przeprowadził wywiad z Panią Dorotą Konkel, sekretarz redakcji wydawnictwa. Cały dostępny TUTAJ. Nie będę komentował go całego, ale kilka zdań woła o pomstę do nieba i wieczne potępienie:

Można krytykować fabułę, wytykać potknięcia i błędy, swobodnie oceniać tekst oraz szatę graficzną i eksponować swoje subiektywne zdanie dotyczące książki.Jednak krytykując w sposób autorytarny na przykład projekt typograficzny trzeba mieć do tego odpowiednie kompetencje.

Jakie kompetencje? Wykształcenie wyższe, porobione kursy i dyplom w ramce? Jakie się pytam? Gdy dostajemy książkę do recenzji wydawca MUSI liczyć się z tym, że wyłapiemy w niej wszystko co dobre i złe. Jeśli książka jest świetna - wychwalimy ją pod niebiosa. Jednak jeśli błędy gramatyczne i ortograficzne jakie tam występują są przepuszczane przez dwie korekty, to ja zastanowiłbym się nad kompetencją korektorów redakcji. To chyba normalne, że napiszemy co nieco o popełnionych błędach, NIE GODZĄC w dobre imię wydawnictwa. 

My nigdy nie ingerujemy w treść recenzji i w naszym ogromnym ich zbiorze zdarzają się również te niezwykle niepochlebne. Na tym polega wolność słowa, którą szanujemy i w tym zakresie nie jest ona w żaden sposób zagrożona czy ograniczana.

Taa, obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Prosimy o usunięcie recenzji inaczej rozwiążemy sprawę na drodze prawnej. Internet jest takim tworem, że z początku każdy może pisać co chce, ale gdy przyjdzie co do czego, jednak ze swoim zdaniem trzeba się liczyć, bo może urazić jedną osobę, która podniesie raban, nawet gdy nie ma racji. A tutaj pokazaliście swoją klasę i udowodniliście, że blogosfera książkowa jest silna i trzyma się razem :)

Cała sprawa jest na bieżąco komentowana na blogu Meridiem, ja stoję za nią murem. Uważam, że taką polityką Novae Res strzeliło sobie w stopę, i następnym razem zastanowi się dwa razy zanim napisze maila do autora niepochlebnej recenzji. Powinni uderzyć się w pierś i przeprosić za wydanie tak opracowanej książki. Uważaj co piszesz, ale ważniejsze jest co zamawiasz no bo jak to jest? Jeśli dostajesz książkę do recenzji - napiszesz o niej całą prawdę, czyż nie? Jeżeli wychwalisz beznadziejną książkę i Twój czytelnik ją kupi, to kto będzie winny jego niezadowoleniu? Ty. Dbaj więc o własne sumienie, a co ważniejsze, o dobry gust Twoich czytelników, bo to oni są siłą napędową Twojego bloga. 

TEKST Pawła Opydo wyraziście kometujący te wydarzenia, którego cała sprawa zbulwersowała nie mniej niż mnie ;)

Info na książkowo: http://ksiazkowo.wordpress.com/2014/06/03/cenzorowanie-blogosfery/

I oczywiście na książka.net.pl KLIK

EDIT: Wejdźcie na stronę wydawnictwa na facebooku i luknijcie najpierw na ocenę, a później na opinie ludzi :) Jestem ciekawy ile blogerów postanowiło zakończyć przez tą całą sytuację współpracę z Novae Res.