• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

28 lut 2015

0

Podsumowanie lutego!


Nadszedł ostatni dzień lutego! Czas na podsumowanie, garść statystyk i oczywiście listę przeczytanych książek. Ten miesiąc, mimo że był krótki, to obfitował w recenzję - sporo wolnego czasu, szybka sesja i dużo książek do czytania. W marcu nie zwalniam i nadal będę czytał w każdej wolnej chwili, których będę miał teraz naprawdę sporo. Od razu powiem Wam, że równo za tydzień będziecie mogli wziąć udział w prostym konkursie, w którym będą do wygrania super nagrody! Już nie mogę się doczekać, będę świętował ile wlezie! W końcu pierwszy rok jest najtrudniejszy, prawda? Tymczasem zapraszam na małe podsumowanie.    W lutym przeczytałem:  1. Julia Latynina - Ziemia wojny [RECENZJA] 2. Mercedes Lackey  - Lot Sowy [RECENZJA] 3. Claire Kendal - Wiem o tobie wszystko [RECENZJA] 4. Chris Carter - Z Archiwum X: Wyznawcy [RECENZJA] 5. Simon Beckett - Chemia śmierci [RECENZJA] 6. David Edelman - Multirzeczywistość [RECENZJA]  7. Zygmunt Miłoszewski - Uwikłanie [RECENZJA]  Można powiedzieć, że w końcu przeczytałem więcej książek niż zaporowe 5-6 tytułów, które zwykle czytałem w ostatnich miesiącach. Oprócz czytania czas zajmuje mi granie w gry planszowe, w tym dwie, które doczekały się recenzji. Napisałem o średniowiecznych miniaturach, które nie zawsze były proste do odczytania. No i na koniec mały felieton o braku weny i co zrobić, gdy jej brak, w tym kilka sposobów na jej magiczny przypływ.  Kilka garści statystyk. Odwiedziliście mnie około 5910 razy, co jest liczbą stałą i bardzo się z tego cieszę. Fanpejdż na FB oscyluje około 545 fanów, co daje duużo powodów do radości i zadowolenia, dziękuję Wam bardzo! Liczba obserwatorów waha się pomiędzy 210, a 209, ale liczę, że przybędzie Was jeszcze więcej!   W poniedziałek mam przygotowany dla Was specjalny tekst! Nie mogę się wprost doczekać aż go opublikuję, bo głosi wydarzenie niezwykle dla mnie ważne i dające sporo do samozadowolenia :) Szczegóły przeczytacie już pojutrze, ale już teraz proszę Was o spostrzegawczość - poniedziałek rano - nowy tekst!
Nadszedł ostatni dzień lutego! Czas na podsumowanie, garść statystyk i oczywiście listę przeczytanych książek. Ten miesiąc, mimo że był krótki, to obfitował w recenzję - sporo wolnego czasu, szybka sesja i dużo książek do czytania. W marcu nie zwalniam i nadal będę czytał w każdej wolnej chwili, których będę miał teraz naprawdę sporo. Od razu powiem Wam, że równo za tydzień będziecie mogli wziąć udział w prostym konkursie, w którym będą do wygrania super nagrody! Już nie mogę się doczekać, będę świętował ile wlezie! W końcu pierwszy rok jest najtrudniejszy, prawda? Tymczasem zapraszam na małe podsumowanie.


27 lut 2015

0

!Top5 książek, które warto przeczytać w 2015 roku przed ich ekranizacją


Mamy 27 dzień miesiąca, czas na zestawienie !Top5. Książki są nieodłącznym elementem kultury, a te najlepsze lub najbardziej popularne w końcu doczekują się ekranizacji. Oczywiście, w tym roku najgorętszym filmem na podstawie książki jest ten o niejakim Greyu. Nie oglądałem, nie czytałem, ale wiem, że za sprawą Lubej ten pierwszy stan na pewno się zmieni. Jednak w 2015 roku stoi w kolejce kilka filmów, które bazują na naprawdę dobrych książkach. Wszystko zależy od reżysera, czy będzie wiernie kopiował fabułę książki, co doda od siebie, w jaki sposób poprowadzi akcję, jak zagrają aktorzy, czy to będzie wielka klapa czy światowy sukces? Niewiadomych jest sporo, z resztą jak z każdym filmem. Zapraszam Was na całkowicie subiektywne zestawienie pięciu filmów, które są ekranizacją książki i z chęcią bym poszedł na nie do kina.

25 lut 2015

0

Kamil gra #13 Władca Pierścieni LCG. Dodatek Polowanie na Golluma



Polowanie na Golluma to pierwszy dodatek, mały dodatek do dużej karcianki Władca Pierścieni LCG, o której pisałem już TUTAJ. Należy do całego cyklu Cienie Mrocznej Puszczy i dzięki niej możemy poczuć się jak prawdziwy poszukiwacze przygód rodem ze Śródziemia. Nasze myśli zaprząta Gollum i jego osoba, bo to za nim będziemy uganiać się po Puszczy, narażając swoich bohaterów na wiele niebezpieczeństw i pułapek. Jak dodatek, to musi wprowadzać coś nowego prawda? Niestety nie we wszystkich grach tak jest, zwłaszcza w typu LCG, które przeistaczają się po paru miesiącach w karcianki kolekcjonerskie i nie mają nic innego za zadanie jak systematyczne opróżnianie naszych portfeli. Władca na szczęście taki nie jest, choć dodatków wyszło spooorrrooo to nie skupia się wyłącznie na naszych pieniądzach, a urozmaiceniu przygód. 

23 lut 2015

0

Uwikłany Miłoszewski


W Polsce nie pisze się kryminałów. Albo inaczej. W Polsce nie pisze się dobrych kryminałów. Sprzedają się pozycje z zakresu tak zwanej literatury kobiecej, powieści historyczne, biografie, poradniki, książki dla dzieci i młodzieży, od biedy fantastyka. Nie mieliśmy dobrych i dojrzałych pisarzy specjalizujących się w zagadkowych morderstwach i umiejętnym kreowaniu specyficznych postaci. Z Zygmuntem Miłoszewskim było tak, że najpierw docenili go za granicami Polski, a dopiero w jego rodzimym kraju. Trochę to dziwne, prawda? Jednak gdy już sława autora do nas zawitała rozkręciła się na tyle, że Miłoszewski stał się prawdziwym, pisarskim fenomenem. Ludzie na całym świecie zachwycają się Poirotem, Holmesem czy detektywami ze Skandynawii, a my mamy prokuratora Teodora Szackiego.  Trup to nieodłączny element każdej kryminalnej historii. Uwikłanie rozpoczyna się dość sennie i jednostajnie, jednak po kilku stronach na scenę wkracza policja, i oczywiście Szacki. Trup z rożnem w oku to nietypowa sprawa, zwłaszcza, gdy wszyscy wokół mówią o samobójstwie. Czy ktokolwiek byłby zdolnej do takiego zakończenia swojego żywota? Jaką rolę w tym wszystkim odgrywa kontrowersyjna metoda ustawień, wykorzystywana przez psychologów i psychiatrów podczas sesji ze swoimi pacjentami? I wreszcie, czy Szacki okaże się na tyle błyskotliwy i uważny, by rozwiązać tę zagadkę? Czterech podejrzanych i jeden trup. Kto z nich jest mordercą?  Przyznam szczerze, że fabuła Uwikłania daje niewiele możliwości na wykazanie się autorowi w kryminalnych aspektach książki. Zakres potencjalnych morderców jest ściśle zawężone, zbrodnia również jest oczywista, a następne poszlaki sprawią, że zagadkowe morderstwo może okazać się łatwe do rozwiązania. Spytanie, o czym ta książka w takim razie jest? Miłoszewski ma jeden niezwykły dar, który niezwykle mocno cenię u naszych polskich twórców.   Mianowicie, potrafi on opisywać wszystko dookoła w niezwykły plastyczny i przystępny sposób. Uwikłanie to nie tylko opowieść o morderstwie i śledztwie prokuratora: znajdziemy tutaj wątki społeczne, polityczne, a nawet mafijne i peerelowskie. Wszystko się ze sobą przeplata i do końca nie wiadomo czy ma ze sobą coś wspólnego. Najbardziej spodobał mi się wątek dziennikarki Moniki i niejakiego szefa – to po prostu odskocznie od morderstwa i można poczytać o czymś innym.  W Uwikłaniu nie dzieje się zbyt wiele. Akcja toczy się leniwie i powoli. Nie następują żadne kolejne morderstwa, nikt nie grozi wybuchem bomby atomowej, nikt nikogo nie ściga, nikt do nikogo nie strzela. Trochę nudy możecie powiedzieć i faktycznie, czasami akcja znacząco zwalnia, by Szacki lub autor mogli dać upust swoim przemyśleniom i niektóre karty książki są po prostu zbyteczne. Kryminał Miłoszewskiego jest tworem specyficznym, bo nie traktuje stricte o morderstwie. To opowieść o prokuratorze i jego pracy, życiu. To nie morderstwo i podejrzani grają pierwsze skrzypce, ale właśnie Szacki, który mimo swoich trzydziestu pięciu lat marzy o przeszłości, która już nie wróci. Facet jest po prostu rozdarty i żałuje niektórych swoich decyzji, których nie może już zmienić. Jednak takie fragmenty nie są nudne, o co to to nie! Miłoszewski pisze jak facet i nie rozczula się nad swoim głównym bohaterem (dzięki Bogu!)   Zgrzyta znikomy ruch na kartach całej opowieści, zwłaszcza początek wydaje się długi i nudnawy. Oczywiście musimy wtedy poznać wszystkich podejrzanych, potencjalne motywy zabójstwa i różne domniemania organów śledczych. Można powiedzieć, że poznajemy prace prokuratora od podszewki, przy okazji dowiemy się co można znaleźć w archiwach IPN-u i na czym polega ta tajemnicza i kontrowersyjna jednocześnie metoda ustawień. Sporo wątków i to one tak naprawdę pchają całą fabułę do przodu, bo gdyby nie one, nie działoby się nic. Owszem, można wywnioskować, że Miłoszewski wiedział co robi i co chce napisać, jednak taki styl pisania nie trafi do każdego czytelnika.   Nie wszyscy wiedzą, że powstał film na podstawie Uwikłania o tym samym tytule. Tę kwestie może przemilczę, bo film nie nadaje się czegokolwiek, nie mówiąc o oglądaniu. Można powiedzieć, że Miłoszewski odniósł spektakularny sukces na naszym rynku – świetnie przyjęta trylogia, film na podstawie drugiej części z gwiazdami polskiego kina. Rzecz niespotykana, zwłaszcza z zakresu literatury kryminalnej. Można powiedzieć, że Polska nie tylko Wiedźminem i Grocholą słynie.  Uwikłanie nie jest książką najlepszą ani idealną. To bardzo dobrze napisana powieść o pewnym prokuratorze, który jest człowiekiem z krwi i kości. Każdy z nas może doszukać się w nim pewnch cech wspólnych. Miłoszewski nadał mu wyrazistej polskości, która tkwi w każdym z nas, i jak każdy nas tak i Szacki ma swoje własne przemyślenia na temat ojczyzny. Cała opowieść jest na wskroś polska. I chyba w tym tkwi jej tajemnica sukcesu. Na brawa zasługują zwłaszcza krótkie notki na początku każdego rozdziału, czyli co działo się w Polsce właśnie w tamtym dniu. Miło powspominać co działo się w naszym kraju 10 lat temu, przy okazji dowiadując się czegoś nowego. Miłoszewski osadza swoich bohaterów w realnym świecie, przez co czujemy do nich większą sympatię – muszą żyć w takich samych warunkach jak i my, więc jeszcze bardziej z nimi się utożsamiamy.  Kończąc muszę powiedzieć, że Miłoszewski również i mną zawładnął i na pewno przeczytam kolejne dwie części przygód prokuratora Szackiego. Uwikłanie nie jest kryminałem idealnym, ale jednym z lepszych na polskim rynku i każdy fan gatunku powinien sięgnąć po trylogię Miłoszewskiego. Dostaniecie zagadkową sprawę, wyrazistego głównego bohatera i oczywiście polskość taką jaką znamy z własnego życia. To wszystko sprawia, że kupicie książkę na wskroś polską, ale i bardzo dobrze napisaną. Czego chcieć więcej?
W Polsce nie pisze się kryminałów. Albo inaczej. W Polsce nie pisze się dobrych kryminałów. Sprzedają się pozycje z zakresu tak zwanej literatury kobiecej, powieści historyczne, biografie, poradniki, książki dla dzieci i młodzieży, od biedy fantastyka. Nie mieliśmy dobrych i dojrzałych pisarzy specjalizujących się w zagadkowych morderstwach i umiejętnym kreowaniu specyficznych postaci. Z Zygmuntem Miłoszewskim było tak, że najpierw docenili go za granicami Polski, a dopiero w jego rodzimym kraju. Trochę to dziwne, prawda? Jednak gdy już sława autora do nas zawitała rozkręciła się na tyle, że Miłoszewski stał się prawdziwym, pisarskim fenomenem. Ludzie na całym świecie zachwycają się Poirotem, Holmesem czy detektywami ze Skandynawii, a my mamy prokuratora Teodora Szackiego.

21 lut 2015

0

Przyszłość. Jaka jest? Jaka będzie?


 Czy zdarzyło się Wam kiedyś rozmyślać jak to będzie za, powiedzmy, 50 lat? Wybaczcie to pytanie retoryczne, jednak jest ono niezbędne podczas czytania tej recenzji. Trzydzieści lat temu duża część ludzi nie wiedziała co to komputer, a o komórkach nawet nie mogli marzyć. Technika daje nieograniczone możliwości, zwłaszcza widać to przy różnych porównywaniach superkomputerów sprzed lat, a tych dzisiejszych, których moc zwykłemu człowieku nie mieści się w głowie. Technika jako taka i jej szybki postęp była wielokrotnie eksploatowana w powieściach i filmach z gatunku science-fiction. No właśnie, pojęcie fiction staje się ciut innym pojęciem niż kiedyś. Teraz ta fikcja za parę lat może stać się kompletną rzeczywistością – w następnym dziesięcioleciu będziemy całkowicie zależni od urządzeń teleinformatycznych.   David Edelman w swojej książce Multirzeczywistość, która jest drugą częścią cyklu Skok 225 opisuje przyszłość. Bardzo smutną i przygnębiającą przyszłość, w której człowieczeństwo ustępuje technice, a forma ludzka traci na znaczeniu. W tym wszystkim odnajdujemy Natcha, głównego bohatera powieści. Akcja Multirzeczywistości zaczyna się zaraz po części pierwszej czyli Infoszoku – Rada, która nie zgadza się na wdrożenie programu Multirzeczywistość , poluje na wszystkich, którzy jej się sprzeciwiają. Powód jest prosty – władza, która jest tak pożądana, należy się tylko i wyłącznie Radzie. Radzie, która użyje wszystkich środków, by zrealizować każdy plan.  Edelman zadbał o czytelników, którzy nie czytali części pierwszej, a swoją przygodę z Natchem rozpoczynają od Multirzeczywistości. Obszerny Dodatek A wyjaśnia wszystko co działo się w poprzedniczce i muszę przyznać, że jest to streszczone w najwłaściwszy z możliwych sposobów – wszystko od razu będzie jasne i przejrzyste i z przyjemnością będziecie mogli się oddać właściwej lekturze.  Powiem od razu – Multirzeczywistość cierpi na syndrom części drugiej i widać to już na pierwszych kartach książki. Elektryzujący koniec poprzedniczki zmusza autora do zwolnienia tempa i dania czytelnikowi odsapnąć. Tym oto sposobem dostajemy nudny i rozwleczony początek powieści, w którym dzieje się prawie nic i ciężko w nim doszukiwać się dobrych aspektów. Cała fabuła jak i struktura powieści wygląda jak typowe kino akcji: zwolenienie akcji, nagły zwrot akcji, pościci, ucieczki, strzelaniny wybuchy, po czym znów zwolnienie do niemożliwie niskiego tempa i od początku to samo. Rozumiem, że Edelman chciał podawać nam poszczególne emocje w odpowiednich dawkach, ale przez ten zabieg czytelnik dąży tylko do tych co ciekawszych fragmentów, ignorując te nudniejsze. Efekt jest taki, że kilkanaście stron powieści może być zwyczajnie pominiętych.  Na plus zasługuje kreacja bohaterów. Proste i ludzkie charaktery, które w otaczającej technice i jej możliwościach odnajdują czas na czyste emocje. Natch potrafi zirytować do granic możliwości i wkurzyć czytelnika do tego stopnia, że kilka razy chciałem nawrzeszczeć na niego, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że to przecież postać fikcyjna. Mangan Lee to specyficzna postać, która niejako pcha całą fabułę do przodu, zyskując miano głównego bohatera. O ile Natcha dopadają różnorakie rozterki i daje się ponieść emocjom, Lee jest jego totalnym przeciwieństwem. A jak wszyscy wiemy, przeciwieństwa się przyciągają.. i uzupełniają.  Powieści z zakresu sci-fi mają to do siebie, że opisują często wymyślone światy, w które autor musi wprowadzić swojego czytelnika, tak by ten zrozumiał o co w tym wszystkim chodzi. Można uznać, że Edelman nie zdradził nam wszystkiego w poprzedniej części i chce to nadrobić w Multirzeczywstości. Efektem tego są przydługie opisy poszczególnych elemnentów, służące bardzo często jako przerywniki w opisywanej akcji i poczynaniach naszych bohaterów. Zabieg wymuszony i oczywisty, jednak nie każdemu przypadnie do gustu.  Jednak to co najlepsze, to oczywista refleksja, jaka nasuwa się po przeczytaniu ostatniej strony książki. Nieczęsto czytam książki sci-fi i nie mogę Wam powiedzieć, czy po każdej lekturze tak jest, jednak puenta jest jednoznaczna. Można postawić pytanie retoryczne, do czego dązy ludzkość, jaka jest jej przyszłość. W pespektywie tego, co zaprezentował Edelman nie rysuje się ona z kolorowych barwach. Już teraz jesteśmy uzależnieni od komputerów i komórek, chociaż czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nawet prognozy pogody muszą korzystać z dobrodziejstw techniki, nie wspominając o szpitalach, służbach mundurowych czy szkołach. Z każdym kolejnym rokiem jesteśmy zalewani różnymi nowościami mniej lub bardziej przydatnymi, jednak sceptycy widzą w tym wszystkim przyszłe pokolenia, które zatracą swoje człowieczeństwo. Ciężko cokolwiek przewidzieć, jednak jedno jest pewne – technika i jej postęp będzie coraz częściej obecna w naszym życiu.   Ocena? Ciężko polecić Multirzeczywistość konkretnej grupie odbiorców. Fani gatunku będą usatysfakcjonowani, jednak rozwleczona akcja i niezbyt oryginalna fabuła może odstraszyć zwykłego czytelnika, który chce poczytać coś innego niż zwykle. Powieść Edelmana jest napisana poprawnie i składnie, jednak nie zachwyca i nie wzbudza większej dawki emocji. Jest to po prostu książka dobra i na tym poprzestanę.Czy zdarzyło się Wam kiedyś rozmyślać jak to będzie za, powiedzmy, 50 lat? Wybaczcie to pytanie retoryczne, jednak jest ono niezbędne podczas czytania tej recenzji. Trzydzieści lat temu duża część ludzi nie wiedziała co to komputer, a o komórkach nawet nie mogli marzyć. Technika daje nieograniczone możliwości, zwłaszcza widać to przy różnych porównywaniach superkomputerów sprzed lat, a tych dzisiejszych, których moc zwykłemu człowieku nie mieści się w głowie. Technika jako taka i jej szybki postęp była wielokrotnie eksploatowana w powieściach i filmach z gatunku science-fiction. No właśnie, pojęcie fiction staje się ciut innym pojęciem niż kiedyś. Teraz ta fikcja za parę lat może stać się kompletną rzeczywistością – w następnym dziesięcioleciu będziemy całkowicie zależni od urządzeń teleinformatycznych.