• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

13 sty 2015

0

Kamil sztukuje #3 WAGINA



  Nastał trzynasty dzień miesiąca. Co miesiąc, wraz z Lubą prezentujemy i przybliżamy Wam różne wymiary szeroko pojętej sztuki. Nie jest to proste, bo temat i trudny i dość kontrowersyjny. Wystarczy spojrzeć na sztukę nowoczesną, która idzie w kompletnie innym kierunku niż dajmy na to impresjoniści i za cel obrała sobie wzbudzanie kontrowersji i szokowanie widza. Mówiliśmy już o tworach ludzkiego ciała, o alkoholu - czas na kolejny kontrowersyjny temat, kobiece waginy. Gwoli jasności, nie chcemy wzbudzać sprzecznych emocji, wywoływać niepotrzebnych dyskusji. Po prostu zwykły człek, nie związany ze sztuką jest karmiony manipulowanymi informacjami, mającymi na celu ukierunkowanie jego poczucia smaku i estetyki. W mediach nie mówią zbyt często o wybitnych dziełach współczesnych twórców, a o ludziach, którzy czują w tym niezły zarobek i chcą szokować w najgorszy z możliwych sposobów. Poruszając ten temat chcemy pokazać, że nie wszystko co nowoczesne jest kontrowersyjne, ba! kobiece waginy od dawna były uważane, za, na przykład początek świata :) Zapraszamy!  Wielki Mur Wagin  Wystawa z 2011 roku pokazała, że Wielki Mur Chiński nie jest jedynym Wielkim Murem, który może zainteresować świat. W maju Brytyjczycy mogli oglądać dziesięć, sporych rozmiarów ram, w których było umieszczono po 40 odlewów wagin z całego świata. Autor szukał około 400 chętnych kobiet, które zgodziłyby się na ten eksperyment, jednak ilość zgłoszeń przeszła jego najśmielsze oczekiwania! Koniec końców wybrał 400 kandydatek, zrobił odlewy i pokazał światu, że każda wagina może być piękna. Najmłodsza uczestniczka projektu miała lat 18, a najstarsza 76. Przedsięwzięcie ma swoją stronę internetową, którą możecie odwiedzić TUTAJ, a poniżej znajdziecie wywiad z autorem wraz z postępem prac :)    Egon Schiele  Prekursor i jeden z najwybitniejszych artystów ekspresjonizmu. Zaliczany do grona najwybitniejszych europejskich twórców XX wieku. Geniusz i prowokator. Skrajny egoista, narcyz jakich mało. Wielokrotnie oskarżany o molestowanie małych dziewczynek. Zawsze uniewinniany jednak jego obrazy budziły i nadal budzą niepokój. Na jego obrazach nie ma kobiety, ona jest tylko modelką, ciałem, które udostępnia to, co najważniejsze dla artysty - swoją waginę. Może się wydawać, że Schiele miał na tym punkcie obsesje - jego obrazy to nagie ciała, trupioblade, pokazujące swoją kobiecość, która przybierała różnorakie kolory, od krwistoczerwonej przez pomarańczową do fioletowej. Poniżej kilka prac artysty.      Pochodzenie świata  Najbardziej znany obraz Courbeta zamówiony przez tureckiego dyplomatę w 1866 roku. Przedstawia nagi brzuch i łono kobiety, która prawdopodobnie jest pobudzona seksualnie -specjaliście dopatrzyli się zaczerwienionych warg i pobudzonych sutków. Kontrowersyjny tytuł uniemożliwiał propagowanie idei dzieła, dopiero w późniejszych latach zostało docenione przez krytyków całego świata. W 1955 kupiony za półtora miliona franków francuskich czyli mniej więcej za około 230 tysięcy euro.     Giant Walk-in Vagina  RPA. Więzienie dla kobiet przemienione na muzeum. To właśnie tam zamontowano wielką instalację w kształcie waginy. Idea artystki? Sprzeciw wobec dyskryminacji i przemocy wobec kobiet. Wskaźnik gwałtów w południowej Afryce jest największy na świecie i nijak można temu zaradzić. Wchodząc słyszymy przerażający, histeryczny śmiech. Warto zaznaczyć, że po instalacji poruszamy się na bosaka - na znak szacunku wobec świętego miejsca. Trzeba przyznać, że pomysł kontrowersyjny, ale i uświadamiający, że problem jest i nie można go ignorować.       Poduszkowe waginy  Kraków. Galeria Domu Norymberskiego. Dwie kobiety prezentują swoją najnowszą wystawę. Pierwsza z nich pokazuje poduszki o waginalnych kształtach, symbolizujące kolejne dni cyklu menstruacyjnego. Druga skupia się na kobiecych piersiach. Autorki, opisując swoją wystawę opowiadają o ciągłym kulcie fallusa, który jest już przeżytkiem i to właśnie waginą wchodzi na salony i to jej powinno poświęcać się coraz więcej uwagi. Każda fazy cyklu jest zaznaczona innym kolorem; poduszki są bogato zdobione, pełno w nich ozdób i haftek. Najbardziej ucieszył mnie widok waginy z ząbkami - świetne przedstawienie określonych dni cyklu :)        Jak zwykle czekam na Wasze reakcje, przemyślenia, pomysły na kolejne odsłony cyklu - to wszystko zamieśćcie pod spodem, czyli w komentarzach - sprawicie mi jak i Lubej ogromną przyjemność. Jak już wspomniałem, temat ten nie ma Was zaszokować, a uświadomić, że taka sztuka jest i co widać powyżej - ma się dobrze i z pewnością będzie się rozwijać. Do następnego!Nastał trzynasty dzień miesiąca. Co miesiąc, wraz z Lubą prezentujemy i przybliżamy Wam różne wymiary szeroko pojętej sztuki. Nie jest to proste, bo temat i trudny i dość kontrowersyjny. Wystarczy spojrzeć na sztukę nowoczesną, która idzie w kompletnie innym kierunku niż dajmy na to impresjoniści i za cel obrała sobie wzbudzanie kontrowersji i szokowanie widza. Mówiliśmy już o tworach ludzkiego ciała, o alkoholu - czas na kolejny kontrowersyjny temat, kobiece waginy. Gwoli jasności, nie chcemy wzbudzać sprzecznych emocji, wywoływać niepotrzebnych dyskusji. Po prostu zwykły człek, nie związany ze sztuką jest karmiony manipulowanymi informacjami, mającymi na celu ukierunkowanie jego poczucia smaku i estetyki. W mediach nie mówią zbyt często o wybitnych dziełach współczesnych twórców, a o ludziach, którzy czują w tym niezły zarobek i chcą szokować w najgorszy z możliwych sposobów. Poruszając ten temat chcemy pokazać, że nie wszystko co nowoczesne jest kontrowersyjne, ba! kobiece waginy od dawna były uważane, za, na przykład początek świata :) Zapraszamy!

11 sty 2015

0

Zwieńczenie polskiej trylogii szpiegowskiej


O czym myślicie, gdy ktoś Wam powie o zawodzie szpiega? Szybkie samochody? Życie w luksusach? Piękne kobiety? James Bond? Tak, brytyjski szpieg to najpopularniejszy agent na świecie i nie ma co się temu dziwić - jego sylwetka na stałe utrwaliła się w naszej, społecznej świadomości i większość z nas tylko czeka na najnowszy film z jego przygodami. W Polsce zawód szpiega jest okryty nutką tajemnicy, choć co jakiś czas, ktoś zdradzi jakąś tajemnice, ktoś co powie o słowo za dużo, a nawet wyda książkę, ot tak. Były agent ukrywający się pod pseudonimem Vincent V. Severski napisał najbardziej popularną trylogię szpiegowską w naszym kraju, zdobywając rzesze fanów, czekających na kolejne przygody ulubionych bohaterów. Zapraszam na recenzję trzeciego, a zarazem ostatniego tomu trylogii - Nieśmiertelnych.  Przyznam się szczerze, że Nieśmiertelni to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i to był mój największy błąd. Czytałem o jego trylogii w serwisach z recenzjami i spora część osób mówiła wprost, że można ją czytać w sposób niechronologiczny i nie będzie z tym wielkich problemów. Oczywiście, jak z każdą trylogią, najlepszym rozwiązaniem jest czytanie od początku do końca, jednak na przekór wszystkiemu zdecydowałem się na czytanie od samego końca. I poległem.  Polskie i brytyjskie służby otrzymały informację o przeprowadzonych próbach atomowych na terenie Korei Północnej, jednak broń pochodziła z bliżej położonego Iranu. Konrad Wolski to as polskiego wywiadu i właśnie to on, wraz z innymi agentami otrzymuje zadanie infiltracji irańskiego podziemia atomowego. Początkowe fazy planu idą jak po maśle, wszystkie trybiki działają perfekcyjnie, jednak jak to zwykle bywa i jak można się domyślić od samego początku, wystarczy jeden mały błąd, by wszystko posypało się niczym domek z kart. Tak jest i w tym przypadku. Zaczyna się niebezpieczna gra, której stawką jest bezpieczeństwo całego globu.  Zarys fabuł przypomina najlepsze scenariusze wybitnych filmów szpiegowskich, zapewniających niebywałe emocje do ostatniej sekundy i wartką akcję, która będzie wciskała w fotel. Moim błędem było myślenie, że dostanę coś na kształt filmu, w którym będę uczestniczył w wielkiej, wywiadowczej machinie. Kolejnym błędem było czytanie jako pierwszego, tego ostatniego tomu trylogii. Udało mi się przebrnąć przez grubą, liczącą ponad 800 stron książkę, choć były monety, kiedy chciałem się poddać i dać sobie spokój. Dopiero po przeczytaniu Nieśmiertelnych dotarło do mnie, że chyba tak naprawdę nie jestem zagorzałym fanem powieści szpiegowskich.  Akcja toczy się na terenach różnych państw i krain całego świata - Teheran, Polska, Szwecja, Czeczenia - to tylko te najważniejsze miejsca, do których zostaniemy zabrani. O ile tempo akcji rozkręca się powoli, to autor miał niebywale irytującą tendencję do spowalniania jej w najmniej odpowiednich momentach. Kuleje tutaj zwłaszcza wątek szwedzki, którego prowadzenie pozostawia wiele do życzenia. Cóż z tego, że potencjał spory, zaczyna się w iście, szwedzkim kryminale, jak rozwinięcie akcji, jest na tyle ospałe, że chciałem by przygody inspektora Salandera skończyły się jak najszybciej.  Równie mocno boli, ale tylko z mojej winy, ciągłe powroty do wątków z poprzednich części, przez co moja przygoda z Nieśmiertelnymi była niekiedy prawdziwą wojną. By w pełni zrozumieć osobowość Konrada i jego kolegów, należy bezwzględnie przeczytać poprzednie tomy trylogii. Bez tego ani rusz. O ile główne wątki są całkowicie nowe i czyta się je z niejaką łatwością, tak przemyślenia poszczególnych postaci, czy pewne retrospekcje, wprowadzają, przynajmniej mnie, w dziwną konsternację i w takich momentach zaczynałem zastanawiać się czy rozumiem co właśnie przeczytałem.  Prawdziwym diamentem tej książki jest język i styl pisania Severskiego. Książkę czyta się naprawdę bardzo przyjemnie i moim marzeniem jest pisać tak jak autor i dostosowywać swój styl do opisywanej sytuacji. Drobiazgowy, tak byśmy zrozumieli wszystko co powinniśmy zrozumieć, drobiazgowy kiedy trzeba, a raz bardzo emocjonalny i pełen patosu, który przypomina wzniosłe, amerykańskie filmy, a raczej ich zakończenia. Taki styl wprost uwielbiam i mógłbym się nad nim rozpływać godzinami. Jeśli miałbym opisać go za pomocą jednego słowa, wybrałbym mądry.  Postaci to klasa sama w sobie. Konrad to typowy przedstawiciele honorowych i uciemiężonych bohaterów, którzy za swoich przyjaciół są w stanie znieść wszystkie upokorzenia i obelgi. To taki trochę Wallenrod, wszak imię zobowiązuje. Jednak prawdziwymi bohaterami tej książki, którzy po prostu skradli show są postaci drugoplanowe. Ich kreacja to popis umiejętności Severskiego - teherańscy, rosyjscy i czeczeńscy szpiedzy różnią się od siebie na tyle, że można by ich było wziąć za szpiegów z dwóch krańców świata. Co ważniejsze, nikt tutaj nie jest jednoznaczny - tak naprawdę nie wiemy co myślą i jak zachowają się w danej sytuacji. To tylko podkręca i tak ubogą akcję, ratując ją niejako ze szpiegowskiego szamba.  Zdaję sobie sprawy z popełnionego przeze mnie błędu i myślę, że gdybym zaczął od początku, mógłbym nazywać się fanem Severskiego i jego trylogii. Tak niestety się nie stało, co nie oznacza jednak, że nie może tak być. Nieśmiertelni nie są złą książką, trafiły jednak w nieodpowiednie łapy, w skutek czego są oceniani w sposób wyłącznie subiektywny i nijak mogę temu zaradzić. Ostatnie strony mogą trzymać w napięciu, bo w końcu coś się dzieję i jesteśmy świadkami prawdziwej mieszanki wybuchowej, jednak umknęło mi to gdzieś po prawdziwej batalii z czytaniem ostatniego tomu trylogii. Ciężko mi polecać tę książkę, jednak wiem, że znajdą się osoby, które lubią podobne tematy i cenią sobie dobrze napisaną powieść, z autorem, który wie co chce przekazać i wie jak to napisać. Gdybym tylko nie zdecydował się czytać ostatniego tomu jako pierwszego,moja osobista ocena na pewno byłaby wyższa.  Za udostępnienie egzemplarza książki serdecznie dziękuję księgarni Matras   www.matras.pl  Wydawnictwo Czarna Owca  Data wydania 22 października 2014  Liczba stron 812  Ocena 5/10O czym myślicie, gdy ktoś Wam powie o zawodzie szpiega? Szybkie samochody? Życie w luksusach? Piękne kobiety? James Bond? Tak, brytyjski szpieg to najpopularniejszy agent na świecie i nie ma co się temu dziwić - jego sylwetka na stałe utrwaliła się w naszej, społecznej świadomości i większość z nas tylko czeka na najnowszy film z jego przygodami. W Polsce zawód szpiega jest okryty nutką tajemnicy, choć co jakiś czas, ktoś zdradzi jakąś tajemnice, ktoś co powie o słowo za dużo, a nawet wyda książkę, ot tak. Były agent ukrywający się pod pseudonimem Vincent V. Severski napisał najbardziej popularną trylogię szpiegowską w naszym kraju, zdobywając rzesze fanów, czekających na kolejne przygody ulubionych bohaterów. Zapraszam na recenzję trzeciego, a zarazem ostatniego tomu trylogii - Nieśmiertelnych.

8 sty 2015

0

Najlepsza książka, jaką czytałem w ostatnich latach


Żyjemy w świecie, gdzie wyznajemy pewną wiarę lub nie, chodzimy do kościoła lub nie, jesteśmy uczeni miłości do danego bóstwa, które obiecuje nam zbawienie i życie w raju. Jest to dość proste, o ile nie zaczniemy zagłębiać się w historię kształtowania się wiary, jej początków, trudnego rozwoju i wszelkich zbrodni, których dopuścili się patriarchowie, byleby umocnić pozycje swojego kościoła. Kiedyś było inaczej - rozłamy, wojny religijne, mieszanie się wyznań i kultur, poszukiwanie czegoś nowego. Herezja była na porządku dziennym i nikogo nie zdziwi fakt, że w średniowiecznej Europie ludzie Boga walczyli z nią niezwykle sumiennie i wobec ich mniemania - sprawiedliwie. Czym jest herezja? Jedni mówią, że poszukiwaniem odpowiedzi, interpretowaniem słów bożych w jedyny, dobry sposób, pokazywanie, że to co uczą księża i biskupi to zasady mylne i nieprawdziwe. Inni twierdzą, że herezja to rzecz niewybaczalna i godna potępienia, że to co twierdzą heretycy to bzdury, wymyślone na poczekaniu, byleby zwieść naiwną gawiedź i dać upust swoim diabelskim poglądom.  Jak jest naprawdę? Każdy ma prawo do własnego zdania, jednak czy zastanawialiście się kiedyś jakby to było, gdyby Watykan przegrał którąkolwiek z wojen religijnych i teraz bylibyśmy wyznawcami jakiejś innej wiary, a katolicyzm byłby teraz herezją? To bardzo szerokie pojęcie i można by o tym dyskutować do późnych nocy, niekoniecznie dochodząc do jakiegokolwiek konsensusu. Słyszeliście kiedyś o herezji frankistowskiej? Stworzona przez Jakuba Franka w XVIII wieku, zakładała wykluczenie ponownego przyjścia Mesjasza, końca świata i potępienia grzeszników. To właśnie jego losy przedstawia Olga Tokarczuk w swojej najnowszej powieści? książce? pracy? Księgi Jakubowe.  Powiem wprost. Dzieło Tokarczuk jest jedną z lepszych książek jakie czytałem w ostatnich latach. Pisana przez 6 lat, niezwykle mocno dopracowana i przemyślana, podparta rzetelnymi źródłami, wplatająca nasze, jako Polaków losy do trudnej machiny władzy i religii. Niebanalny styl, liczne archaizmy i jej wielowymiarowość sprawiają, że Księgi dla miłośnika historii i religii będzie  pozycją obowiązkową. Dlaczego akurat ta powieść jest jedną z lepszych?  Po pierwsze postaci. Jest ich tak wiele, że trudno wszystkich wymienić, a co dopiero zapamiętać. Pamiętajmy, że Księgi Jakubowe to powieść wielowymiarowe, wielokulturowa, a co za tym idzie, na swojej drodze spotykamy wielu wyznawców różnych wiar. To o najważniejsze to urzeczywistnienie bohaterów - mimo że ich tak wielu, wszyscy są jakby wyjęci wprost ze swojego świata. Każdym kierują poszczególne zasady, ich kontrastowanie jest na porządku dziennym na przykład skromny i pełen pasji ksiądz Chmielowski  i co tu dużo mówić pazerny i chytry biskup Sołtyk. Odczuwamy ich realność i staramy się wczuć w ich rolę - a przecież o to w kreowaniu postaci przez autora chodzi. Na dodatkowy plus zasługuje przedstawienie samego Jakuba Franka, który jest widziany tylko i wyłącznie z perspektywy osób postronnych.  Po drugie tło historyczne. Jak już wspomniałem powieść ta jest tak wielowymiarowa, że mieszanie się wierzeń i przesądów jest sprawą oczywistą. Uwielbiam stare bajania i przesądy naszych kochanych rodaków - a to kometa przeleci przez nieboskłon, a to w jajku dwa żółtka znajdą, a to krowy cielą się podwójnie - Mesjasz nadchodzi! Wielkie przygotowania, niecierpliwe czekanie i nic się nie dzieję. Jednak za rok będzie to samo. Jednak nie to jest najważniejsze - w Księgach Jakubowych poznajemy siebie i swój stosunek do tego co było. Wszystko to w niesamowitej atmosferze wieków ubiegłych, przeżywanych razem z postaciami Tokarczuk  Po trzecie ogrom pracy i wielowymiarowość powieści. Blisko 1000 stronicowe dzieło musi być dopracowane i przemyślane. Nie wyda się czegoś tak grubego, co jest napisane po łebkach. Wiedza i umiejętności Tokarczuk wzbijają się na wyżyny i nie ma w tym dziwnego - Księgi Jakubowe to jedna z lepszych książek jakie czytałem. Wielokulturowość, która przeplata się w fabule mile podsyca nasze pragnienie czytania więcej i więcej - jest to swoisty film i bardzo dobrze napisana książka, przez którą poznajemy ówczesną Polskę, mimo że nie ma jej na mapach świata. Ogrom pracy jaki Tokarczuk włożyła w swoją powieść jest nieprawdopodobny - pisana przez ponad 6 lat powieść jest jej opus magnum i każdy, bez wyjątków powinien ją przeczytać. Poznajemy ludzi z trzech różnych religii, ich wierzenie i przesądy, przeżywamy ich rozterki i przygody, poznajemy ich umysły i rozumiemy lub nienawidzimy.   Mogę wymieniać i wymieniać. Mimo, że Księgi Jakubowe to potężne dzieło, czyta się je błyskawicznie. Sam bardzo lubię polskie archaizmy, a tutaj dostajemy ich potężną dawkę - zwłaszcza w listach, które tylko nadają dodatkowy smak całej historii. Cała powieść jest stylizowana na XIX księgę i nie ma co tu dużo mówić - wyszło genialnie! Pięknie wydana, wspaniałe ilustracje, listy, podział na księgi - to wszystko oddaje prawdziwego, historycznego wydźwięku całej opowieści.  Jednak nie to jest najważniejsze. Jak już wspomniałem to opowieść o nas, o Polakach, którzy żyją wraz z Żydami i chcąc nie chcąc muszą się dostosować do panujących warunków. To trudny i bardzo obszerny temat, który żeby zrozumieć trzeba przeczytać bardzo wiele różnych publikacji, źródeł informacji.   Boję się jednego. Księgi Jakubowe to powieść stricte historyczna, bez współczesnych wtrąceń, bez fantastycznych wątków. Jest to powieść na wskroś historyczna, oparta na rzetelnych źródłach i jako taką trzeba ją traktować. A jak jest z książką historyczną w Polsce? Sprzedaje się dobrze, jednak nie zawsze jest odpowiednio rozumiana. Dla fanów historii będzie to nie lada gratka i będą wprost zachwyceni, jednak gdyby pojawił się tam jakiś niehistoryczny wątek cała powieść byłaby zmieszana z błotem i sprowadzona do byle jakiej opowiastki. Niestety. Typowy Kowalki nie oczytany w dobrej i ambitnej literaturze może uznać powieść Tokarczuk za a) za grubą b) za trudną. Możecie się nie zgodzić, ale jest to trudniejsza opowieść o wątku, który w naszej pięknej historii jest zapomniany i nigdzie nie wspominany. A co czyta przeciętny czytelnik w Polsce? Coś co jest znane i powszechnie lubiane. Dzięki Bogu Księgi Jakubowe mają dużą kampanię reklamową i stawiana jest w gronie w najlepszych książek ostatnich lat, dzięki czemu nawet taki szarak zacznie interesować się takim pokaźnym tomiszczem.   Można się zagłębiać w skomplikowany przekaz, który autorka chciała przekazać. Można zastanawiać się czemu akurat taka tematyka, skąd takie zainteresowanie akurat tym tematem. Można używać skomplikowanych terminów religijnych, metafizycznych, i Bóg wie jakich, tak by odpowiednio zrecenzować książkę (jak to miałem nieprzyjemność czytać takowe teksty). Nie o to chodzi w tej książce. Tokarczuk chce nam pokazać naszą osobowość, jej początki i rozwój. Chce zagłębić się w naszą świadomość religijną, pokazać, że nasza historia jest pełna niedomówień, pominiętych epizodów i niedokończonych wątków. Z tym zadaniem poradziła sobie znakomicie i długo nie znajdziemy równie dobrej powieści na naszym rynku.  Kończąc, mam nadzieję, że skusicie się i przeczytacie Księgi Jakubowe Tokarczuk. Jest to opowieść wielowymiarowa, trudna, ale i niebanalna, opowiedziana w ciekawy sposób, poruszająca ważne i ciekawe zagadnienia naszej wspaniałej historii. Książka daje do myślenia i pokazuje, że w naszym kraju można napisać prawdziwe dzieło. Nie zastanawiajcie się, tylko idźcie i kupcie tę książkę. Nie pożałujecie. A ode mnie, długo wyczekiwana i bardzo wysoka ocena. Nie śmiałbym dać niższej :)  Za egzemplarz serdecznie dziękuję księgarni internetowej Bonito.pl   http://bonito.pl/?utm_source=blog&utm_medium=banner&utm_campaign=kamil_czyta   Wydawnictwo Wydawnictwo Literackie  Data wydania 23 października 2014  Liczba stron 912  Ocena 9/10Żyjemy w świecie, gdzie wyznajemy pewną wiarę lub nie, chodzimy do kościoła lub nie, jesteśmy uczeni miłości do danego bóstwa, które obiecuje nam zbawienie i życie w raju. Jest to dość proste, o ile nie zaczniemy zagłębiać się w historię kształtowania się wiary, jej początków, trudnego rozwoju i wszelkich zbrodni, których dopuścili się patriarchowie, byleby umocnić pozycje swojego kościoła. Kiedyś było inaczej - rozłamy, wojny religijne, mieszanie się wyznań i kultur, poszukiwanie czegoś nowego. Herezja była na porządku dziennym i nikogo nie zdziwi fakt, że w średniowiecznej Europie ludzie Boga walczyli z nią niezwykle sumiennie i wobec ich mniemania - sprawiedliwie. Czym jest herezja? Jedni mówią, że poszukiwaniem odpowiedzi, interpretowaniem słów bożych w jedyny, dobry sposób, pokazywanie, że to co uczą księża i biskupi to zasady mylne i nieprawdziwe. Inni twierdzą, że herezja to rzecz niewybaczalna i godna potępienia, że to co twierdzą heretycy to bzdury, wymyślone na poczekaniu, byleby zwieść naiwną gawiedź i dać upust swoim diabelskim poglądom.

5 sty 2015

0

Pomnik Cesarzowej Achai tom IV - Andrzej Ziemiański


Pamiętam moment, w którym pierwszy raz wziąłem Achaję do ręki. Będąc w gimnazjum, razem z kumplem, który też czytał fantastykę odwiedziliśmy jedną z naszych księgarń i przeszukiwaliśmy półki by znaleźć coś ciekawego. Tak trafiłem na książkę Ziemiańskiego i jakoś tak wyszło, że pochłonęła mnie całkowicie i w ciągu dwóch, trzech tygodni przeczytałem wszystkie trzy części. Dobre zakończenie, super zabawa, myślałem, że to już wszystko. Wielki było moje zdziwienie, gdy usłyszałem, że będzie kontynuacja i to jaka! Polacy w roli głównej, poszukiwania legendarnego Pomnika Cesarzowej, zderzenie kulturowe, zagadki i tajemnice. Trzymam w ręce tom IV i zastanawiam się czy pisanie kontynuacji to był dobry pomysł. Poprzednie tomy były przeciętne i trzeba je traktować jako dobrą rozrywkę, nie jako dobry przykład fantasy. Z czwórką jest niestety tak, że mogłoby jej nie być, a czytelnik nic by nie stracił. Dlaczego? Zapraszam do lektury recenzji.  Poszukiwania Pomnika trwają nadal i tak naprawdę nikt nie jest choć o ciut bliżej do rozwikłania jego tajemnicy. W tomie numer cztery pojawiają się wszyscy bohaterowie znani z poprzednich części, jednak poznajemy i nowych, jak lubianego przeze mnie "Kolesia", który jest kompletnie inną postacią od całej reszty. Informacja, dla tych, którzy z Achają stykają się po raz pierwszy - to legendarna cesarzowa, której pomnik jest ukryty gdzieś na świecie, dając odkrywcy moc bogów. Do swojego uniwersum Ziemiański wprowadza Polaków, którzy w naszym świecie są prawdziwym mocarstwem i jako pierwsi przepłynęli Góry Bogów. Starcie dwóch cywilizacji, kultur i religii przynosi korzyści obu stronom, ale i taki układ jest bardzo wymagający.  Styl autora jest naprawdę lekki i przekonywujący do tego stopnia, że pokaźne, ponad 700-stronicowe tomiszcze czyta się szybko i sprawnie. Język Ziemiańskiego jest osobnym indywiduum, które zmienia się w zależności od sytuacji - na jednej stronie możemy poczytać długie i szczegółowe opisy poszczególnych krain, a nawet działań bohaterów, by na następnej przeczytać siarczysty i brutalny dialog okraszony kilkoma wulgaryzmami. Czyta się "fajnie" i niedzielny czytelnik znajdzie tutaj świat, który polubi, a po skończonej lekturze będzie chciał więcej i więcej.   Najciekawszy w tym wszystkim jest jednak ów świat, który żyje i skrywa jakąś potężną tajemnicę. Ziemiański umiejętnie konstruuje poszczególne etapy jego odkrywania i pokazuje, że jego bohaterom dużo brakuje, by bez problemów narysować mapę całego globu. To co piękne to różnorodność - mamy tutaj zabójcze pustynie, Złe Ziemie, których nikt nie zbadał i nie zanosi się by ktoś zdecydował się na tak niebezpieczna podróż. Wielkie miasta, gwarne i tłoczne żyją i oferują dużo, różnorakich form rozrywki, nie chcąc w zamian praktycznie nic. Wielkie i nieprzebyte lasy, zamieszkane przez dzikusów, z którymi Cesarstwo walczy od zarania dziejów w końcu, przy pomocy nowego sojusznika są powoli badane, a jego tajemnice nie są już tak nieokreślone. Tutaj wszystko żyje i czytelnik czuje to całym sobą.  Jest jednak jeden problem z Pomnikiem Cesarzowej Achai, a przynajmniej z tą częścią. Otóż, jak już napisałem wyżej mogłoby jej nie być i nic byśmy nie stracili. Oczywiście, mamy jakieś wydarzenia, które coś odkrywają, ale są to tylko małe ochłapy, które w większym problemie nic nie znaczą. A nagromadzenie szczęśliwych zbiegów okoliczności w końcowych, stu stronach to jakaś kpina. Nagle wszystko rusza do przodu, pędzi, biegnie, bohaterowie są dosłownie pchani do przodu przez akcję, byleby tylko coś się działo, tak by ostatnie strony pozostawić niedokończone. Wszystko to sprawia, że miałem wrażenie, że czwórka jest napisana na siłę i w pośpiechu, byleby zdążyć przed świętami.  Akcja w tomie czwartym jest nieprawdopodobnie liniowa i do bólu przewidywalna. Bohaterowie, do tej pory dobrze napisani i skonstruowani teraz są prowadzeni po nitce, od problemu do rozwiązania, tak że na stu, dwustu stronach jeden bohater radzi sobie z kilkoma, z pozoru nierozwiązywalnymi problemami. Trochę to sztuczne i nieprawdziwe, zwłaszcza, gdy wątków i etapów podróży poszczególnych bohaterów mamy tyle, że nie sposób się nie zgubić. Mam wrażenie, że sam Ziemiański rozpoczął tyle wątków, że parokrotnie wiąże poszczególne z nich ze sobą na siłę, byleby w części piątej wszystko łatwo połączyć. Może to tzw. syndrom środkowego tomu, gdzie nie ma o czym pisać, ale coś trzeba i wychodzi z tego taka byle jaka breja.   Strzępy informacji jakie dostajemy i którymi musimy się zadowolić są słabe. Może wynika to z mnogości wątków i ich rozbudowanej formy, jednak dość często miałem wrażenie, że za chwilę coś się stanie, jakaś informacja dotrze do bohaterów, a czytelnik zostanie z tym sam i nie za bardzo będzie wiedział co z nią zrobić. Niby coś się dzieje, jednak nie tyle, by była to epicka przygoda z wielkimi niebezpieczeństwami i wielkim skarbem na końcu drogi. Owszem, Pomnik Cesarzowej gdzieś na kogoś czeka, jednak po tym tomie mam wrażenie, że bohaterowie są o krok dalej od jego znalezienia. Boję się tylko, że na piątym tomie się nie skończy.  Dla amatorów i początkujących fanów fantastyki Pomnik cesarzowej Achai będzie dobrą i łatwą pozycją, którą czyta się szybko i sprawnie. Moc zabawy gwarantowana! Jednak na Waszym miejscu rozpoczął bym od samej Achai - będziecie wiedzieć więcej, a kilka informacji z Pomnika będzie więcej warta. Pamiętajcie jednak, że oba cykle nie są przykładami idealnej fantastyki, a dobrą rozrywką przy której zimowe, długie wieczory miną Wam błyskawicznie. Ziemiański wpisał się do kanonu polskiej literatury fantasy na stałe i nic nie grozi jego pozycji. Osobiście Achajkę lubię i przeczytam tom następny, mam nadzieję, że już ostatni.  Wydawnictwo  Fabryka Słów  Data wydania  28 listopada 2014  Liczba stron  753     Ocena  5/10
Pamiętam moment, w którym pierwszy raz wziąłem Achaję do ręki. Będąc w gimnazjum, razem z kumplem, który też czytał fantastykę odwiedziliśmy jedną z naszych księgarń i przeszukiwaliśmy półki by znaleźć coś ciekawego. Tak trafiłem na książkę Ziemiańskiego i jakoś tak wyszło, że pochłonęła mnie całkowicie i w ciągu dwóch, trzech tygodni przeczytałem wszystkie trzy części. Dobre zakończenie, super zabawa, myślałem, że to już wszystko. Wielki było moje zdziwienie, gdy usłyszałem, że będzie kontynuacja i to jaka! Polacy w roli głównej, poszukiwania legendarnego Pomnika Cesarzowej, zderzenie kulturowe, zagadki i tajemnice. Trzymam w ręce tom IV i zastanawiam się czy pisanie kontynuacji to był dobry pomysł. Poprzednie tomy były przeciętne i trzeba je traktować jako dobrą rozrywkę, nie jako dobry przykład fantasy. Z czwórką jest niestety tak, że mogłoby jej nie być, a czytelnik nic by nie stracił. Dlaczego? Zapraszam do lektury recenzji.

3 sty 2015

0

Pierwszy styczniowy post! Recenzja książki Stefana Króla


Czas wejść w nowy rok. Poświętowaliśmy i imprezowaliśmy, teraz trzeba wrócić do szarej rzeczywistości i nadrabiać zaległe teksty :) Na pierwszy ogień w nowym roku pójdzie książka Stephena Kinga - powiedzmy sobie szczerze, Król to marka sama w sobie i co by nie napisał to fani będą się zabijać, żeby dostać jego powieść. Tak było i tym razem - ciekawa kampania reklamowa, do każdej książki dla blogera wydawnictwo wysyłało napój energetyczny i kalendarz. To jednoznaczny dowód na to, że Prószyński z góry może założyć, że wydając książki Kinga wyjdzie na tym na bardzo dużym plusie, więc różne dodatki okołoksiążkowe są jak najbardziej wskazane. Wróćmy do Przebudzenia, ponoć najbardziej energetycznej książki roku 2014.  Jest sobie pewien muzyk - Jamie Morton użył życia aż nadto i teraz może prowadzić spokojne życie, bez zbędnych komplikacji. Nie do końca. W wieku 6 lat spotkał pewnego pastora - Charlesa Jacobsa, który jak się później okaże będzie jego piątą osobą dramatu. Pastor ma dość nietypowe zainteresowania jak na duchownego - uwielbia elektryczność, widzi jej piękno, szanuje potęgę. Wie, że prąd nie jest tworem ludzkim, tylko większym bytem, który potrafi zmienić czyjeś życie.  Nie można pisać więcej o fabule, bo jest ona stosunkowo prosta. Mówimy i piątej osobie czyjegoś dramatu i Jamie konsekwentnie opisuje swoje życie jak poeta - buduje napięcie, opisuje wydarzenia ze swojego życia tak, by przygotować nas na punkt kulminacyjny, który w niczym szekspirowskim dramacie wstrząśnie nami dość mocno. W Przebudzeniu ostatnie strony miały nas zelektryzować i dać kopa tak mocnego, byśmy mieli o czym myśleć przez najbliższy tydzień.  Najnowsza książka Kinga jest bardzo.. leniwa. Król snuje swoją opowieść niczym średniowieczny karczemny bajarz, który za kufel dobrego piwa jest w stanie opowiedzieć każdą historię. Wiąże się z tym pewien mankament - fani szybkiej akcji i dobrego tempa będą niezwykle zawiedzeni. Samochody nie wybuchają, nikt nikogo nie ściga, nikt do nikogo nie strzela. Nie podążamy za żadną tajemnicą, nie przeszukujemy starożytnych grobowców. Nie dzieje się tutaj nic, prócz kilku cudów i dziwnego poczucia naszego bohatera - Jamiego, który ma przeczucie, że coś się stało.  Jednak, jak to zwykle bywa z książkami Kinga mają one w sobie coś co nas do nich ciągnie i nie pozwalają na rozłąkę dłuższą niż jeden dzień. Mimo że historia Mortona i pastora nie jest brawurowa, to Przebudzenie czyta się naprawdę szybko i sprawnie. Oczywiście istnieją pewne momenty, w których akcja błaga o przyspieszenie i jakieś wydarzenie, które urozmaici opisywaną historię. King widocznie bardzo lubi stare, dobre lata 70 i będzie do nich powracał jeszcze bardzo często.  Szumnie zapowiadane tytułowe przebudzenie nie wywarło na mnie takiego wrażenia, jak pewne chwile podczas lektury. Król genialnie konstruuje napięcie i w tej książce pokazuje, że potrafi przestraszyć. No właśnie, zakończenie nie jest takie straszne. Nie bałem się, nie przestraszyłem, nie wzbudziło to we mnie większych emocji. Nie myślałem o tym, po zamknięciu książki odłożyłem ją na półkę i tyle o niej pamiętałem. Moim zdaniem to na pewno nie jest najlepsza książka Kinga, ba! nie jest nawet w kręgu tych dobrych. To dobra pozycja dla kogoś kto jest fanem twórczości autora i ludzi, którzy chcą poczytać coś przyjemnego i troszkę zwolnić.  Powoli kompletuje książki Kinga, które zostały wydane w Polsce i Przebudzenie musiało znaleźć się na mojej półce. Na Twojej też musi się pojawić, bo przecież to King, a mieć niekompletną kolekcję to coś bardziej niż wstyd. Natomiast jeśli szukasz dobrej książki, która Cię pochłonie bez reszty, nie będziesz mógł spać z podniecenia i chcesz uczestniczyć w wartkiej akcji i niebezpiecznych przygodach bohaterów to wybierz coś innego. Będziesz znudzony. Po prostu.   Za egzemplarz serdecznie dziękuję   www.bonito.pl  Wydawnictwo  Prószyński i S-ka  Data wydania  13 listopada 2014  Liczba stron  536  Ocena  5/10Czas wejść w nowy rok. Poświętowaliśmy i imprezowaliśmy, teraz trzeba wrócić do szarej rzeczywistości i nadrabiać zaległe teksty :) Na pierwszy ogień w nowym roku pójdzie książka Stephena Kinga - powiedzmy sobie szczerze, Król to marka sama w sobie i co by nie napisał to fani będą się zabijać, żeby dostać jego powieść. Tak było i tym razem - ciekawa kampania reklamowa, do każdej książki dla blogera wydawnictwo wysyłało napój energetyczny i kalendarz. To jednoznaczny dowód na to, że Prószyński z góry może założyć, że wydając książki Kinga wyjdzie na tym na bardzo dużym plusie, więc różne dodatki okołoksiążkowe są jak najbardziej wskazane. Wróćmy do Przebudzenia, ponoć najbardziej energetycznej książki roku 2014.