Z Agatą Christie jest tak, że albo się ją uwielbia albo ... wręcz przeciwnie. Ja z jej twórczością jestem związany od dawna, kiedy to moja rodzicielka na nowo zaczęła pożyczać z biblioteki wybrane książki. Nie mając co czytać, sam podkradałem jej powieści, by wsiąknąć na dłużej w egoistyczny, próżny i schludny światek małego Belga. Czytając kolejne przygody małego detektywa zawsze pytam mamę jak wymawia się jego nazwisko, bo przyznam się szczerze, że nie idzie mi zapamiętanie tego - zawsze wymawiam z czystą polską intonacją - pojrot. Tym razem Poirot stawia sobie poprzeczkę bardzo wysoko, a w sumie to Christie taką sobie stawia, bo jak można porównywać doczesne sprawy i zagadki do ciężkich i niemożliwych do wykonania prac mitycznego herosa, syna Zeusa - Herkulesa.
Mały Herkules wymyślił, że będzie tym dużym. Jak? Wykona dwanaście prac, które będą zbliżone do tych, które musiał wykonać jego imiennik. Wszystko ładnie i pomysłowo, ale skąd wziąć psa Cerbera, hydrę lernejską, lwa z Nemei i pas Hipolity? O to zadbała autorka, która musiała się sporo natrudzić, by znaleźć takie porównania. Z niektórych wychodzi zwycięsko, z innych ciut w mniejszej glorii i chwale. Koncepcja jest taka sama w każdym z 12 opowiadań - krótkie wprowadzenie do sprawy, igranie sobie z inteligencji czytelnika, bo gdy jesteśmy niemal pewni, że jesteśmy równie mądrzy jak mały detektyw, ten zaskakuje nas interpretacją zdarzeń i swoim tokiem rozumowania, który zawsze jest bezbłędny.
Poirot jest małym, pedantycznym człowieczkiem, którego większość z nas pewnie by znienawidziła, gdyby spotkała go na żywo. Egoistyczny, próżny i pedantyczny narcyz, który święcie wierzy w swój nieomylny rozum, ma swoje racje, których broi niczym wyżej wspomniany lew nemejski, a co za tym idzie, nie wolno mu wytknąć żadnego, nawet najmniejszego błędu. Jednak najbardziej zależy mu na życiu ludzkim i sprawiedliwości. W pewnych sytuacjach wychodzi z niego prawdziwie altruistyczny gość, który martwi się o los innych ludzi. Mimo że jest człowiekiem nieskromnym, nie można go nie lubić.
A jak wygląda techniczna strona opowiadań? Schematyczność bije po oczach i tylko zagadki (i to nie wszystkie) ratują je przed zanudzeniem na śmierć swojego czytelnika. Największy plus to porównanie małych doczesnych spraw z tytaniczna pracą półboga - trzeba przyznać Christie, że wybrnęła z tego niełatwego zadania bardzo dobrze. Oczywistym jest fakt, że nie wszystkie opowiadania są genialne i błyskotliwe - w niektórych widać pisanie na siłę, usilne porównanie i zwroty dotyczące poszczególnych mitycznych prac. W efekcie mamy średnie opowiadanie, które czytamy, bo musimy.
Książkę, jak wszystkie inne tej autorki, czyta się bardzo szybko i płynnie, przez co powieść można połknąć w jeden dzień. Gorzej z fabułą i akcją, która czasem zwalnia, czasem przyspiesza - sam doświadczyłem takich okresów podczas czytania - raz czytałem jak szalony, a za chwilę nie mogłem doczytać jednego rozdziału. Język jest przejrzysty i prosty, nie pozbawiony, jak to zwykle z Poirotem bywa, licznych wtrąceń językowych prosto spod wieży Eiffla.
Lubię styl Christie. Pisze w specyficzny, oryginalny sposób, z lekkim przymrużeniem oka i ciekawym poczuciem humoru - oczywiste nawiązania do twórczości Doyla i jego nierozłącznej pary Holmes-Watson. Jest też polski wątek, z czego się cieszyłem, tylko te Polki jakieś brzydkie ;P Kilkukrotnie wspominałem o Agacie Christie, jej twórczości, ciekawostek z życia [KLIK] więc dlaczego dopiero teraz piszę recenzję jej książki. Sprawa jest bardzo prosta - większość powieści, które wyszły z jej pióra, już dawno tkwią na półce przeczytane, i nie jest to wymiar kilku miesięcy, a lat. Za każdym razem, gdy idę do biblioteki nastawiam się, że znajdę książki pisarki, których jeszcze nie miałem okazji przeczytać i powiem Wam, że za każdym razem jest ich coraz mniej. I w tym miejscu mam do Was pytanie, moi Drodzy - czy ktokolwiek z Was czytał lub widział w księgarni książkę pod tytułem "Kurtyna"? Wiem jaka jest jej fabuła i co się tam dzieje, co jeszcze bardziej zaostrzyło mój apetyt na jej przeczytanie. Niestety, nigdzie nie mogę jej znaleźć.
Za każdym razem powtarzam i dalej uparcie będę powtarzał, że pisanie recenzji zbiorów opowiadań nigdy nie jest łatwe. Nie skupiam się na pojedynczych opowiastkach, bo moje wypociny urosłyby do rozmiarów monstrualnych, a staram wyłapać się wszystkie plusy i minusy zbioru, jako całości. Nie jest to moja najdłuższa, ani najlepsza recenzja, jednak staram przedstawić wszystko tak, by nigdy nie zdradzać głównej części fabuły. Powyższa pozycja nie jest ani najlepiej napisana, ani nie stwarza dobrych perspektyw dla amatora książek Christie także.. Nowy Czytelniku, jeśli zaczynasz swoją przygodę z małym Belgiem, zacznij od czegoś innego i lepszego - jego dwanaście prac zostaw sobie na deser, niczym hołd dla zjedzonego obiadu.
Wydawnictwo
Dolnośląskie
Data wydania
1998
Liczba stron
320
Ocena
6/10