• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

12 kwi 2015

0

Odłamki



Czym jest wojna? Po co ona jest? Czy człowiek nie potrafi żyć w pokoju? Na lekcjach historii uczymy się o przeróżnych konfliktach, czy to europejskich czy na skalę światową. Analizujemy ich przebieg, zastanawiamy się dlaczego powstały, jak się skończyły, kto je wywołał. Każda próba zrozumienia istoty wojny i jej prawdziwego wyglądu spełznie na niczym. Weterani wojenni opowiadają przerażające historię z linii frontu, żałują pewnych decyzji. Mówi się o okropnościach wojny. W telewizji jesteśmy zalewani strumieniem informacji ogólnych, które podają tylko niezaprzeczalne fakty - tylko żołnierze stacjonujący na danym terenie wiedzą jak jest naprawdę. Wojna to nie zabawa. Żeby ją zrozumieć trzeba ją przeżyć. Ismet Prcić musiał uciekać z ogarniętej wojną ojczyzny. Jego książka Odłamki to zapis niezwykle emocjonalnej drogi artysty, który wbrew swojej woli musi porzucić kraj i zacząć nowe życie w kompletnie obcym dla siebie środowisku.    Jednocześnie Prcić chce odpowiedzieć na jedno z pytań, które mogłoby się wydawać, że nie ma odpowiedzi. Czym jest wojna? Jak wygląda? Jak oddać jej prawdziwe imię? I tutaj pojawia się pierwsze, ogromne zaskoczenie. Świat autora to nie przesłodzona i odpowiednio opisana rzeczywistość pozbawiona sensu. To krwawy, realny świat, który nie wybacza, który odsłania przed autorem wszystkie okropności i porażającą skalę wojny. Prcić świetnie opisuje swoje życie - daje nam swoisty pokaz własnych umiejętności. To czysto techniczna strona książki, która zasługiwała na kilka zdań - wydaję mi się, że to właśnie był główny cel autora. Nie chciał skupiać się na sobie, jego osoba oraz Nalić to plan drugorzędny, osoby, które znalazły się w okropnej rzeczywistości. Tak naprawdę Prcić chce nam pokazać prawdziwe oblicze wojny - wszystko co z nią związane. Na dodatek, pokazuje nam to z dwóch perspektyw!   Sam Ismet to niespełniony artysta, który emigruje do Ameryki w poszukiwaniu szczęścia i spokoju. Tego drugiego nie zazna już nigdy. Przeszłość to świadoma część naszego człowieczeństwa, która nigdy nie zasypia. Widział wojnę jako cywil, zderzył się z brutalną rzeczywistością w najbardziej dosadny z możliwych sposobów. Nalić to jego swoiste przeciwieństwo - doświadczony żołnierz, który można powiedzieć, widział już wszystko. Jego ludzkość jest nadszarpnięta, a empatia rozbita. Stał się niemym świadkiem wszystkich zbrodni i czynów, o które nie śmiał podejrzewać żadnego człowieka. Co ich łączy? Co takiego mają wspólnego?  Odłamki to powieść rozbita, fragmentaryczna - zapiski z dziennika mieszają się ze wspomnieniami z dzieciństwa, emigracją i życiu na obczyźnie. Przeczytamy również żołnierską rzeczywistość Mustafy Nalicia. Można by uznać, że sposób prowadzenia akcji książki jest nieakceptowalny przez sporą część czytelników, jednak musicie mi uwierzyć na słowo - Odłamki połyka się w całości i chce więcej i więcej.   Książka Ismeta Prcicia jest przerażająca. Nacechowana niebanalnym słownictwem, prostym i dobitnym stylem, którym nie zdecydował się pisać żaden inny autor. W Odłamkach nie znajdziemy upraszczanych i ocenzurowanych opisów wszystkiego co przyniosła ze sobą wojna. Prcić dosadnie pokazuje nam otaczającą rzeczywistość, uświadamiając nam, że wojna to prawdziwa walka o przetrwanie. A w takiej walce nikt, dosłownie nikt nie może być pewien jutra. Człowiek może doświadczyć czegoś co na stałe odbije się w jego psychice - pamiętajmy, że większość żołnierzy powracających z najcięższych misji nie ma problemów czysto fizycznych, bomba zegarowa znajduje się w głowie - to tam wszytko się rozgrywa, to tam człowiek wszystko analizuje, co mógł zrobić lepiej, czemu mógł zapobiec. To niesamowita walka ze samym sobą, którą Prcić przedstawia wprost genialnie.   Emocje to niezwykle ważny aspekt Odłamków. Ktoś by mógł powiedzieć, że autor chce zagrać nam na naszych własnych emocjach i uczuciach, byleby wzbudzić lęk, a jednocześnie i współczucie. Opowieść głównego bohatera jest do bólu szczera i prawdziwa. Tutaj nie ma miejsca na upraszczanie i pomijanie czegokolwiek. Ismet wszystko dogłębnie i precyzyjnie opisuje, dając nam czysty obraz wojny taka jaka jest. I to nie tylko wojny jako działań wojennych, nie! On pokazuje nam w jaki sposób człowiek walczy ze sobą, jak, rzucony w nieznany, nowy świat, musi sobie poradzić by przeżyć. Z czym musi się zmierzyć, jak reagują na niego inni. Wszystkie te przeżycia i myśli są pokazane w niezwykle emocjonalny sposób, co wcale nie jest wadą. Autentyczność bije po oczach, a my, czy to z przerażenia czy współczucia chcemy pomóc głównemu bohaterowi.  Nie wszytko jest idealne. W Odłamki trzeba się wgryźć, trzeba poznać historyczny aspekt wojny tamtych lat, żeby zrozumieć całą sytuację. Sam autor próbuje nam przybliżyć tamtą rzeczywistość widzianą oczami małego dziecka i to właśnie jest najsłabszy moment książki - wkrada nam się lekki chaos, nie wszystko jest zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika. Dopiero późniejsze lata krystalizują całą opowieść i stopniowo jesteśmy zalewani coraz większymi falami emocji. Dawki te są o tyle duże, że Odłamki czyta się ze sporą trudnością, mimo że nie można się od nich oderwać. Ciężko opisać wojnę jako taką, komuś kto nigdy się z nią nie zetknął w prawdziwym życiu. Prcić znalazł i z tego wyjście - wplótł w wojenną rzeczywistość losy dwóch postaci, które niosą ze sobą pewną tajemnicę. Stąd wielka chęć na przeczytanie jeszcze jednej strony i jeszcze jednej.. I tak do ostatniej, kiedy powoli się zatrzymamy i zaczniemy snuć nasze własne przemyślenia. Takie właśnie są Odłamki - zmuszają do myślenia, ukazują pewne fakty w innym świetle. Po odłożeniu książki usiądziecie na chwilę i przemyślicie parę spraw. Możecie być tego pewni.  Każdy powinien przeczytać tę książkę. Bez względu na wiek, bez względu na poglądy. Wojna to najstraszliwsza rzecz na świecie, a Prcić umiejętnie pokazuje wszystkie jej aspekty. Odłamki Was porażą swoją dobitnością i dosadnością, ujmą prostym językiem, poruszą emocjami i całą historią wygnania głównego bohatera. To także idealny sposób na przemyślenie kilku kwestii - w końcu zobaczycie wojnę taka jaka jest naprawdę. To przerażająca wizja, jednak niezwykle potrzebna, by świat zrozumiał, że wojna rodzi w człowieku wszystko co najgorsze, prowadząc go do stopniowej ruiny. Musicie przeczytać Odłamki, koniecznieCzym jest wojna? Po co ona jest? Czy człowiek nie potrafi żyć w pokoju? Na lekcjach historii uczymy się o przeróżnych konfliktach, czy to europejskich czy na skalę światową. Analizujemy ich przebieg, zastanawiamy się dlaczego powstały, jak się skończyły, kto je wywołał. Każda próba zrozumienia istoty wojny i jej prawdziwego wyglądu spełznie na niczym. Weterani wojenni opowiadają przerażające historię z linii frontu, żałują pewnych decyzji. Mówi się o okropnościach wojny. W telewizji jesteśmy zalewani strumieniem informacji ogólnych, które podają tylko niezaprzeczalne fakty - tylko żołnierze stacjonujący na danym terenie wiedzą jak jest naprawdę. Wojna to nie zabawa. Żeby ją zrozumieć trzeba ją przeżyć. Ismet Prcić musiał uciekać z ogarniętej wojną ojczyzny. Jego książka Odłamki to zapis niezwykle emocjonalnej drogi artysty, który wbrew swojej woli musi porzucić kraj i zacząć nowe życie w kompletnie obcym dla siebie środowisku. 



10 kwi 2015

1

Kamil gra #16 Pandemia, czyli gratka dla fanów kooperacji


Do tej pory nie doceniałem gier kooperacyjnych. Sądziłem, że są nudne, pozbawione jakichkolwiek emocji, a bez negatywnej interakcji nie będzie dobrej zabawy. Mieszkam z moją Lubą, która od początku mówiła, że chciałaby właśnie w taką grę zagrać. Cóż mogłem zrobić? Poszukałem w internetach, poczytałem sporo opinii która gra kooperacyjna jest tak naprawdę dobra i uzyskałem satysfakcjonujący wynik trzech liderów. Po głębszej analizie zostało dwóch kandydatów, z których jeden coraz bardziej wygrywał tą rywalizację. Jakoś tak wyszło, że pewnego dnia trafiłem na mega promocję na gry planszowe... Pieniążki na grę były już zachomikowane, dzięki czemu, przy aprobacie Lubej zakupiłem Pandemię. Chciałem nabyć Robinsona, ale czemu tego nie zrobiłem? O tym później. Zapraszam na recenzję gry, która jest idealnym rozwiązaniem dla wszystkich świeżaków w temacie gier kooperacyjnych.

8 kwi 2015

0

Chcesz żyć?



Exitus letalis. Śmierć. Według słownika to stan charakteryzujący się ustaniem oznak życia, spowodowany nieodwracalnym zachwianiem równowagi funkcjonalnej i załamaniem wewnętrznej organizacji ustroju. Jednych przeraża innych fascynuje. Ludzkość od lat zadaje sobie pytanie co jest po śmierci, co dzieje się z duszą, jak wygląda przejście do innego świata. Każdy człowiek ma lepiej lub gorzej wykształcony instynkt przetrwania, który niejako nakazuje mu przeżycie bez względu na koszta. Właśnie w takiej sytuacji stawia swoje ofiary m.j arlidge, Anglik, który napisał Ene, Due, Śmierć -  thriller, który ponoć jest mroczniejszy niż te napisane przez norweskiego króla, czyli Jo Nesbo. Jak wypadł literacki debiut Arlidge'a? Zapraszam do lektury recenzji.    Helen Grace pracuje jako inspektor w policji miasta Southampton, wyróżniając się stoickim spokojem, opanowaniem i nienaganną reputacją. Tak naprawdę, nasza główna bohaterka to wzór do naśladowania dla wszystkich policjantów - brak jakichkolwiek nałogów, bezdzietna, nie myśląca o małżeństwie. Ene, Due, Śmierć to opowieść pogoni za niezwykle inteligentnym i pomysłowym mordercą - porywa on swoje ofiary, zamyka w pomieszczeniu, z którego nie da się uciec, a swoim zakładnikom pozostawia pistolet z jedną kulą oraz telefon z wiadomością. Chcesz żyć?  Skupmy się na plusach. Arlidge świetnie i konsekwentnie konstruuje swoje postacie. Są one i jednocześnie dość schematyczne, co powoduje brak poważnych zwrotów akcji w ich zachowaniach, jednak w tym aspekcie nie przeszkadza mi taka harmonia i spokój. Mamy oczywiście moczymordę, karierowicza, złego policjanta i świętoszka, co daje nam sporą mieszankę wybuchową, gdy przyjdzie im wszystkim razem pracować. Również główna postać, morderca pozostaje wierny swojemu charakterowi i do końca książki będzie niezwykle opanowany. Mogłoby się wydawać, że wszystko jest nudnie poukładane i nie dzieję się nic wartego uwagi.  To co najlepsze w tej książce to psychologia. Już od pierwszych stron Arlidge pokazuje, że dobrze opanował mechanizmy ludzkiej psychiki i będzie chciał nam to pokazać. Zachowania poszczególnych policjantów i ich działania będą miały wpływ na całą komendę, co autor dobitnie nam pokaże w swoich krótkich rozdziałach. Jednak to co aż wywyższa się na tle innych elementów Ene, Due, Śmierć to psychika ofiar. Pozostawieni na pastwę losu, zamknięci i odcięci od świata, a wybawienie i wolność leży tuż obok. Co dzieje się w głowie takiego człowieka? Co nim kieruje? Początek książki znamionuje świetnie opisanym takim właśnie przeżyciem i pokazuje, że w każdym nasz mieszka zwierze, które może dać o sobie znać w każdym momencie.  Szkoda, że opisy przeżyć ofiar i kłębowisko myśli, jakie rodzi się z każdym dniem niewoli nie jest tak wyraźnie zaznaczone na kolejnych kartach książki. Gdyby autor ciut bardziej skupił się na psychologii byłbym wniebowzięty! Pamiętajmy jednak, że Ene, Due, Śmierć to thriller, który ma mrozić krew w żyłach i straszyć swoją mroczną i gęstą atmosferą, a nie powieść psychologiczna, bez jakiejkolwiek akcji.   Czysto techniczna konstrukcja książki prezentuje wszystko to, co lubię najbardziej. Krótkie i treściwe rozdziały, które dotyczą różnych osób, z którymi spotkamy się w ciągu trwania całej opowieści, dostarczające sporą dawkę informacji. Taki zabieg implikuje oczywisty fakt - akcja będzie pędzić z niezwykłą szybkością. I tak rzeczywiście jest. Morderca prowadzi swoistą grę z policjantami, a my jesteśmy jej mimowolnymi świadkami, na dodatek nie mogącymi nic zrobić. Fabularna strona powieści nie jest już tak kolorowa, bo jest zwyczajnie schematyczna. Morderstwo, niemoc policji, jeden ślad, jeden kawałek układanki, morderstwo i tak do końca książki. Schematyczność nie od razu oznacza przewidywalności, jednak jestem zły na autora za dość wczesne odkrycie wszystkich kart. gdy stało się jasne kogo ścigamy i jakie motywy kierują mordercą - wszystko ciut traci barwy i dążymy do iście amerykańskiego końca opowieści.  Ene, Due, Śmierć to bardzo poprawny i dobrze napisany thriller. Jest mrok, atmosfera gęstnieje z każdą stroną, mamy tajemniczą główną bohaterkę policjantkę, która również ma swoje sekrety, mamy dobrze rozpisanego mordercę, a jednak czegoś tutaj brakuje. Po przeczytaniu książki zdałem sobie sprawę, że nie miałem momentu, w którym pomyślałbym łaaał, to było dobre, to mnie zaskoczyło. Wszystko jest dobrze napisane, książkę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie jednak nie jest to najlepszy thriller jaki miałem okazję czytać. Nie jest mroczniejszy niż Nesbo, który jest prawdziwym mistrzem intryg i zabaw z czytelnikiem. Może będzie to przykre co teraz powiem, ale Ene, Due, Śmierć to thriller, który przeczytacie i nie będziecie o nim pamiętać. Czasem o sobie przypomni fioletową okładką, która będzie się wyróżniać na półce. To wszystko.  Wszyscy wielbiciele i amatorzy kryminałów i thrillerów będą zadowoleni i usatysfakcjonowani. W końcu to coś innego niż nasz Miłoszewski, skandynawscy autorzy czy bohaterowie Christie czy Doyle'a. Angielska otoczka powieści jest wyczuwalna tylko w temacie pracy policji i układu geograficznego miasta, przydałoby się tego ciut więcej. Tak jak wspomniałem, książka Arlidge'a jest dobrze napisana, ze świetnym wątkiem psychologicznym. Schematyczność trochę będzie razić po oczach, jednak uwierzcie mi na słowo - bywało o wiele gorzej. Fragmenty kolejnej książki autora umieszczone na samym końcu dają nadzieję na przepyszny thriller, w którym nasza główna inspektor będzie musiała się zmierzyć z wyjątkowo popapranym psychopatą.   P.S. Pamiętajcie! Nawet jeśli telefon ma zablokowaną kartę SIM, to i tak da się z niego wykonać połączenie na numer alarmowy :Exitus letalis. Śmierć. Według słownika to stan charakteryzujący się ustaniem oznak życia, spowodowany nieodwracalnym zachwianiem równowagi funkcjonalnej i załamaniem wewnętrznej organizacji ustroju. Jednych przeraża innych fascynuje. Ludzkość od lat zadaje sobie pytanie co jest po śmierci, co dzieje się z duszą, jak wygląda przejście do innego świata. Każdy człowiek ma lepiej lub gorzej wykształcony instynkt przetrwania, który niejako nakazuje mu przeżycie bez względu na koszta. Właśnie w takiej sytuacji stawia swoje ofiary m.j arlidge, Anglik, który napisał Ene, Due, Śmierć -  thriller, który ponoć jest mroczniejszy niż te napisane przez norweskiego króla, czyli Jo Nesbo. Jak wypadł literacki debiut Arlidge'a? Zapraszam do lektury recenzji.

4 kwi 2015

0

Koniec ludzkości?


Czego ludzie boją się najbardziej? Tego co nieznane. Niewiedza to potężna broń, która paraliżuje strachem każdego. Ludzkość od wieków żyje w strachu przed wizją apokalipsy, końca świata. W ciągu naszej historii ten temat był poruszany wielokrotnie, co rusz pojawiały się kolejne wizje końca ludzkości, okraszone niewysłowionym cierpieniem. Astronomowie przewidują, że w końcu coś na nas spadnie, geolodzy mówią o ogólnoświatowym trzęsieniu ziemi, a nawiedzeni wierni zwiastują przyjście kogoś, kto rozwali cały świat w drobny mak. Wiecie co jest najgorsze? To czyste spekulacje i tak naprawdę można je uznać za bzdury wyssane z palca. Tak po prawdzie najbardziej niebezpieczne są nieodkryte choroby na które nie ma lekarstwa. To istna walka z czasem, która niesie za sobą niewyobrażalną ilość śmierci. Kilka miesięcy temu wszyscy słyszeliśmy co działo się w środkowej Afryce - setki zabitych, kolejne zainfekowane wioski i miasta i groźba światowej pandemii. Ebola i jej cień zawisł nad światem, a media z całego świata skutecznie podkręcały atmosferę. Jak to było naprawdę? Zapraszam Was na recenzję Strefy skażenia Richarda Prestona.   Pierwsze przypadki zakażenia wirusem ebola pojawiły się w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Pamiętajmy, że ludzkość walczy z innym, równie groźnym wirusem HIV, a wszystkie społeczeństwa dopiero uczą się co to takiego właściwie jest, a zarażeni nie są śmiertelnym niebezpieczeństwem dla reszty. Od 1980 roku rozpoczyna się prawdziwa walka - śmiertelnie niebezpieczny wirus daje o sobie znać, pokazując swoją siłę, a ówcześni lekarze nie są w stanie nic zrobić. Strefa skażenia to zapis drogi, jaki przeszła ludzkość by poznać ten specyficzny wirus. Preston stworzył powieść przerażająco autentyczną. I chwała mu za to!  Napisanie książki opartej na faktach, zmieniając niektóre nazwiska i wydarzenia wydaje się być bardzo prostym zadaniem. Nic bardziej mylnego! Setki godzin poświęconych na poznanie rzeczywistości, mozolna konstrukcja fabuły - to nie może być ckliwa opowiastka, która po prostu jest i nie porusza nas w jakikolwiek sposób. Medyczna literatura faktu jest tym bardziej trudnym gatunkiem - autor musi się znać na tym o czym chce pisać, jednak największa trudność polega na jak najbardziej obrazowym pokazaniu czytelnikowi o co w tym chodzi - bez zbędnych, skomplikowanych naukowo opisów poszczególnych czynności i specyficznych zabiegów. Taka książka musi być do bólu prawdziwa i odzwierciedlać grozę tamtych wydarzeń. I znów Preston wychodzi z tego zadania obronną ręką. Świetnie napisana Strefa skażenia ukazuje okropną rzeczywistość, w której znaleźli się zwykli ludzie, postawieni przed nieznanym.  Kilka znać należy się stylowi autora. Do bólu prawdziwy, ciut emocjonalny, ale i profesjonalny w najbardziej odpowiednich momentach. Preston pokazuje, że wie o czym pisze i ma dokładny plan pokazania nam swoich odczuć i niebezpieczeństwa wirusa. Kłują w oczy krótkie zdania umiejscowione w lekturze, które psują napięcie. Nie jest to wielka wada, ale właśnie w tym uwidacznia się kunszt autora i sposób posługiwania się językiem. Z drugiej strony, ten typ gatunku literackiego nie potrzebuje epickich opisów, nagromadzonych emocjonalnie. Niemniej jednak w niektórych momentach przydałby się ciut inny opis.  Strefa skażenia nie jest dla ludzi o słabych żołądkach. W telewizji informowano nas o liczbie ofiar, gdzie w Europie zmarł kolejny pacjent szpitala, który niedawno był w Afryce. Jednak nikt nie mówił czym charakteryzuje się zakażeniem wirusem ebola, jakie są jego objawy, na co zwrócić uwagę. Preston skutecznie odsłania przed nami prawdę i obrazowo opisuje wszystkie dolegliwości związane z zarażeniem. Przy czym "dolegliwości" to za słabe słowo, by opisać w jednym słowie to co się dzieje z człowiekiem, w chwili gdy wirus dostanie się do organizmu. To powolne i bolesne wyniszczenie ciała - człowiek chce umrzeć i zapomnieć o wszystkim. Ebola jest straszliwym wirusem, który robi z człowiekiem co chce. A Preston? Opisuje to wszystko z najdrobniejszymi szczegółami. Brutalność, dosadność opisów daje o sobie znać już od początkowych stron książki, gdzie poznajemy historię samego wirusa i jego pierwszych ofiar. Uwierzcie mi, potrzebowałem chwili by to wszystko sobie wyobrazić i wcale nie było mi do śmiechu, gdy uświadomiłem sobie, że kilkanaście minut wcześniej jadłem obiad.  Strefa skażenia wciąga od pierwszych stron. To nie tylko zasługa aktualnemu tematowi, ale i płaszczyźnie fabularnej, którą wykorzystał autor. Wszystko nabiera dodatkowej autentyczności, gdy zdamy sobie sprawę, że bohaterowie książki są ludźmi z krwi i kości, tak jak my. Nie są niepokonanymi herosami, których nie ima się żadne niebezpieczeństwo, a wirus im nie straszny. Boją się tak jak my, są świadomi realnego zagrożenia - każdy ich ruch musi być przemyślany, nawet najmniejszy błąd zostanie wykorzystany przez wirusa, co może zakończyć się naprawdę tragicznie. Strefa skażenia daje do myślenia, co autor podkreśla na każdym kroku - uparł się wręcz by uświadomić swoim czytelnikom, ze wirus to naprawdę niebezpieczna broń, która rozprzestrzenia się w straszliwym tempie. Wyglądało to trochę, jakby Preston chciał nam pogrozić palcem i skarcić, że bagatelizujemy ten problem.   Wszyscy, którzy lubią pełnokrwiste i do bólu prawdziwe thrillery medyczne znajdą w Strefie skażenia prawdziwą gratkę. Od początkowych stron poczujecie wiszące niebezpieczeństwo, a wartka akcja pochłonie Was bez reszty. Uważajcie tylko na obrazowe i plastyczne opisy - jest ich sporo, każdy tak samo przerażający i autentyczny. Jeśli macie wrażliwe żołądki możecie poczuć nieprzyjemne konwulsje podczas lektury, ale zarzekam się, że warto. Strefa skażenia to bardzo dobry kawał thrillera!  A właśnie tę książkę możecie wygrać w rocznicowym konkursie! Serdecznie Was zachęcam do udziału! [KLIK]   Za egzemplarz książki serdecznie dziękuję   www.wsqn.pl   Wydawnictwo SQN  Data wydania 18 lutego 2015  Liczba stron 320  Ocena 7/10Czego ludzie boją się najbardziej? Tego co nieznane. Niewiedza to potężna broń, która paraliżuje strachem każdego. Ludzkość od wieków żyje w strachu przed wizją apokalipsy, końca świata. W ciągu naszej historii ten temat był poruszany wielokrotnie, co rusz pojawiały się kolejne wizje końca ludzkości, okraszone niewysłowionym cierpieniem. Astronomowie przewidują, że w końcu coś na nas spadnie, geolodzy mówią o ogólnoświatowym trzęsieniu ziemi, a nawiedzeni wierni zwiastują przyjście kogoś, kto rozwali cały świat w drobny mak. Wiecie co jest najgorsze? To czyste spekulacje i tak naprawdę można je uznać za bzdury wyssane z palca. Tak po prawdzie najbardziej niebezpieczne są nieodkryte choroby na które nie ma lekarstwa. To istna walka z czasem, która niesie za sobą niewyobrażalną ilość śmierci. Kilka miesięcy temu wszyscy słyszeliśmy co działo się w środkowej Afryce - setki zabitych, kolejne zainfekowane wioski i miasta i groźba światowej pandemii. Ebola i jej cień zawisł nad światem, a media z całego świata skutecznie podkręcały atmosferę. Jak to było naprawdę? Zapraszam Was na recenzję Strefy skażenia Richarda Prestona.

2 kwi 2015

0

Miało być z dreszczykiem, a wyszło...


"Dla fanów Zaginionej dziewczyny", "Ponad milion sprzedanych egzemplarzy". Takie teksty widnieją na książce A.S.A. Harrison W cieniu, skutecznie przyciągając uwagę i dając nadzieję na świetną lekturę. Sam nie wahałem się ani chwili i zamówiłem książkę, jak tylko dostałem propozycję jej zrecenzowania. Wspomnianej na początku publikacji nie czytałem, miałem za to przyjemność oglądać jej ekranizację, która mnie, mówiąc wprost, zachwyciła. Pokręcone relacje między małżonkami, świetnie poprowadzona akcja, niezły zarys fabularny i co najważniejsze - zabawa z widzem, która rozkręca się od samego początku projekcji. Uwielbiam takie historie, skomplikowane i pełne niedomówień. W cieniu została przedstawiona jako thriller psychologiczny, który mną wstrząśnie i pokaże do czego może prowadzić desperacja. No cóż, miało być pasjonująco, a wyszło jak zwykle.