• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

3 lip 2015

0

Konkurs z okazji 100 000 wyświetleń!


Dzięki Wam licznik odwiedzin bloga przekroczył magiczne sto tysięcy. Czy to coś zmienia? Oczywiście, że nie! Jednak to bardzo fajne uczucie, gdy widzisz jak z kolejnym dniem statystyki rosną jak na drożdżach, i jednak sporo osób czyta Twoje posty. Minął ponad rok i 3 miesiąc od chwili założenia bloga i od samego początku, prowadzenie strony sprawia mi taką samą przyjemność - w głównej mierze, to właśnie dzięki Wam! :) Stąd czas na nieco przyjemności - czyli konkurs!

1 lip 2015

0

Podsumowanie czerwca!


Ależ to leci! Już koniec czerwca, wreszcie wakacje! No nie dla wszystkich, rzesze studentów muszą pracować, w tym i ja i Luba :) Mam nadzieję, że nie przeszkodzi mi to w regularnym publikowaniu kolejnych postów - jest trochę tych zaplanowanych, mam jeszcze chwilę wolnego więc skrobnę jedną czy dwie recenzje. Tymczasem zapraszam Was serdecznie na podsumowanie mijającego miesiąca - przekroczyliście 100 000 wyświetleń i z tej okazji już za dwa dni będzie konkursiwo!

29 cze 2015

0

"Okularnik" Katarzyny Bondy


Leży przede mną książka potężna. Ponad 800 stron zapisanych gęstym drukiem, pokazując tym samym, że kryminał może mieć aż taką objętość. Zaraz.. kryminał? Czy "Okuralnik" Bondy to faktycznie kryminał? To kwestia sporna, o której powiem za chwilę. Siadając przed komputerem, zabierając się za pisanie recenzji, miałem świadomość, że to będzie najtrudniejszy i ciężki do napisania tekst. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej, zapraszam na recenzję "Okularnika"!   Przenosimy się w okolice granicy polsko-białoruskiej, do pozornie spokojnej i cichej wsi Hajnówka. Sielski krajobraz jest tylko ulotną wizją, pod którą kryją się dawne waśnie, spory i brutalna historia, o której żaden mieszkaniec nie potrafi zapomnieć. Co się stanie gdy przyjedzie tutaj profilerka Sasza Załuska? Sama zainteresowana zupełnie przez przypadek trafi w sam środek śledztwa w sprawie zaginięcia narzeczonej pewnego biznesmena. Warto dodać, że to nie pierwsza taka sprawa w tych okolicach, wcześniej zgłaszano zaginięcia dziewczyn związanych z tajemniczym biznesmenem.     Przyznam szczerze, że to moje pierwsze spotkanie z Katarzyną Bondą - o ile miałem okazję przeczytać jej "Maszynę do pisania" czyli poradnik jak napisać powieść, o tyle z jej prozą nie miałem wcześniej styczności. Zrobiłem dogłębny research, przeszukałem Internet w poszukiwaniu czegoś o pierwszym tomie przygód Załuskiej, czyli "Pochłaniaczu" i znalazłem wiele interesujących opinii, spojlerów i innych dziwactw, które można znaleźć zupełnie przez przypadek. Wiem, że "Okularnik" w opinii wielu to kryminalny majstersztyk, świetnie napisany, pokazujący, że w kryminałach nie napisano jeszcze wszystkiego. Jakież mogłem mieć inne podejście do "Okularnika" po tak dobrych recenzjach? Owszem, tomisko jest sporej wielkości, ale powołując się na teksty innych, oczekiwałem fajerwerków. No dobra, tych nie było, ale nie jest też tragicznie.   Trzeba zaznaczyć już na początku, że "Okularnik" to nie kryminał w dosłownym tego słowa znaczeniu. Zawiera elementy potrzebne do napisania powieści kryminalnej, jednak można w niej znaleźć masę innych, z różnych gatunków elementów. I tak, dostajemy powieść obyczajową o życiu wsi na granicy polsko-białoruskiej, otrzymujemy powieść historyczną z niezwykle odważnym wątkiem Żołnierzy Wyklętych, kryminał z tytułowym Okularnikiem, i wiele innych, które na próżno bym wymieniał.    Zaczyna się nudno. Bonda rozpoczyna swoją opowieść z ponad 200 stronicowym wstępem, który ma nas przygotować na resztę opowieści. To niejaki przerywnik, swoiste preludium do późniejszych wydarzeń - widać w tym niezwykłą pasję Bondy i chęć przekazania swojemu czytelnikowi wszystkiego w taki sposób, żeby wszystko było dla niego zrozumiałe. Bonda potrafi w bardzo dobry sposób kreślić tło dla swoich powieści, pokazuje, że jest w tym prawdziwą mistrzynią, jednak ten długaśny wstęp jest, hm, po prostu za długi. Wynudziłem się niepomiernie, kląłem, błagałem, żeby to był już koniec - owszem, jest to opisane bardzo szczegółowo, wręcz wyczerpująco, jednak takie wstępy już na początku odrzucają sporą liczbę czytelników.   W naszym kraju, historia Żołnierzy Wyklętych jest przedstawiane w jeden, możliwie najbardziej patriotyczny sposób - uciemiężeni patrioci, bohaterowie wojenni, niesprawiedliwie osądzeni. Zapomina się o zbrodniach przez nich popełnionych, pokazuje się ich w jak najlepszym świetle, zapominając o brutalnej historii. Nie chcę generalizować, nie jestem też ekspertem w tym temacie, jednak dla pasjonata historii nie jest to temat prosty i przyjemny. Można by rzecz, że Żołnierze Wyklęci to temat tabu, a pamięć o nich czcimy w jeden dzień w roku. Osadzając taki wątek w swojej książce, Bonda, pokazuje, że jest odważną pisarką, która żadnych tematów się nie boi. Z wykonaniem i przygotowaniem tego wątku jest już ciut słabiej - pojawiają się pewne błędy terminologiczne, historyczne, jednak dla nieznających tematu będzie zupełnie obojętne - co uważam za wadę, gdy już co przedstawiać, to jak najlepiej. To właśnie ten wątek, wraz z innymi, niejako powiązanymi z nim dają główną oś fabularną "Okularnika" - mała wieś położona tuż przy Puszczy Białowieskiej, dawne zatargi, bolesna pamięć - to wszystko składa się na tykającą bombę, która wkrótce wybuchnie.   Co niezmiernie mnie raziło, to traktowania Hajnówka przez Bondę jako wielkiego miasta, w którym nikt się nie zna. To może wydawać się dziwne, jednak po przeczytaniu "Okularnika" możecie poczuć się podobnie - mnogość wątków, postaci jest tak duża, że możemy odnieść wrażenie, że poruszamy się wielkim, zatłoczonym mieści. Ponadto, jak już wcześniej wspomniałem, Bonda umie kreślić tło dla swoich książek i robi to z niewiarygodną precyzją. Szkoda tylko, że zupełnie bezsensownie przedłuża swoją opowieść, kolejni bohaterowie są zapowiadani z prawdziwym pietyzmem, każdemu należy się kilka stron opisu, a jest ich naprawdę sporo. Nie lubię rozwleczonych opowieści, a "Okularnik" niestety do takich należy - wątków jest tutaj naprawdę dużo i nie wszystkie są spójnie ze sobą połączone - to tak, jakby Bonda chciała nam pokazać jak najwięcej, zrobić z tego wielką opowieść, niejako powieść idealną, tylko że wychodzi z tego średnio dopracowana historia, która razi małymi błędami.    Gdzieś przeczytałem, że "Okularnik" powinien mieć o połowę mniej stron. Może to i przesada, ale coś w tym jest - najnowsza powieść Bondy powinna być trochę cieńsza - już pomijam fakt jej nieporęczności i ciężaru, znów muszę wrócić do rozwleczenia fabuły - czyta się to nieźle, jednak jest sporo momentów, w których można poczuć zwyczajne zmęczenie. Owszem, bohaterowie są dobrze opisani, ale autorka poświęca im zdecydowanie za dużo czasu - to tak jakby chciała opisać każdego mieszkańca wsi, łącząc jednocześnie kilka rozgrzebanych wątków.   Mam naprawdę duży problem z "Okularnikiem". Z jednej strony jest to dobrze napisana powieść, wykraczająca poza umowne granice kryminału, która porusza niezwykle istotne kwestie, często pomijane w naszej historii, a z drugiej to historia niemiłosiernie przesadzona w swojej konstrukcji - widać na pierwszy rzut oka, że jest tutaj wszystkiego za dużo. Skłaniam się bardziej ku pierwszej opinii, bo "Okularnik" naprawdę wyróżnia się na tle innych książek - porusza ważne tematy, autorka nie boi się mówić tego co myśli, pokazuje, że Polska wcale nie zapomniała, że gdzieś nadal są wsie i miasteczka, których pamięć jest ciągle żywa, nie zapomina. I taką mam radę też dla przyszłych czytelników - nie traktujcie tej książki jako kryminału - gdybym tak ocenił "Okularnika" dostałby najwyżej 2+/10. Po długim, o wiele za długim wstępie nastawcie się na opowieść obyczajową, traktującą o polskości jako takiej, jej historii, z kryminalnym wątkiem w tle. Do tej książki trzeba podejść z odpowiednim nastawieniem i właśnie tego Wam życzę - żebyście zwolnili, mieli chwilę dla siebie - wtedy weźcie do ręki "Okularnika" i poczytajcie o trudnej historii, która może spowodować prawdziwą katastrofę.Leży przede mną książka potężna. Ponad 800 stron zapisanych gęstym drukiem, pokazując tym samym, że kryminał może mieć aż taką objętość. Zaraz.. kryminał? Czy "Okuralnik" Bondy to faktycznie kryminał? To kwestia sporna, o której powiem za chwilę. Siadając przed komputerem, zabierając się za pisanie recenzji, miałem świadomość, że to będzie najtrudniejszy i ciężki do napisania tekst. Dlaczego? O tym przeczytacie poniżej, zapraszam na recenzję "Okularnika"!

27 cze 2015

0

!Top5 Książkowych rekordów Guinnessa


Książkowe rekordy należą do bardzo specyficznej grupy. Najgrubsza lub najmniejsza książka, ilość opublikowanych powieści, najmłodszy/najstarszy autor - wszystko to wymaga pracy i odpowiednich kwalifikacji, no chyba że czujesz wenę w wieku 8 lat i napiszesz światowego bestsellera - wtedy Ci serdecznie gratuluję. Takich rekordów jest naprawdę dużo i zdziwilibyście się co ludzie są w stanie wymyślić, żeby w takiej księdze się znaleźć i wygrać ciekawą sumkę pieniędzy. Wybrałem dla Was 5 osobliwych rekordów wprost ze świata książek. Zapraszam!

25 cze 2015

0

Kamil gra #22 Imprezowa gra o seksie!


Gry o seksie, związane z tematyką seksu są prawdziwym ewenementem. O ile za granicą takie tytuły pojawiają się dość często, tak w naszym rodzimym kraju jest ich naprawdę mało, a jeśli już to jakość ich wykonania pozostawia wiele do życzenia. Kilkanaście dni temu mieliście okazję przeczytać recenzję gry "Arkana miłości" - dzisiaj chciałbym przedstawić Wam inny tytuł, niejako związany z tą tematyką. "Swing" to erotyczna gra imprezowa, w której chodzi o.. uprawianie miłości. Z kim? To bez znaczenia, ważne, żebyś się kochał.  Po otwarciu pudełka, które nawiasem mówiąc otwiera się inaczej niż reszta tytułów na rynku, otrzymujemy czterostronicową, gęsto zapisaną instrukcję, małą planszę z punktami, małej wielkości woreczek z klejnocikami i karty, którymi będziemy grać. Karton, który służy za wypraskę to chyba najgorszy pomysł jak mógł przyjść do głowy wydawcy - tuż po otwarciu mojego egzemplarza okazało się, że wypraska jest totalnie rozwalona, a wszystkie elementy gry swobodnie latają po całym pudełku. No właśnie, pudełko - mogło być dwa, trzy razy mniejsze, tworząc w ten sposób grę karcianą, którą z łatwością zapakujemy do małej torby czy torebki.   Klejnociki, czyli znaczniki naszej postaci powinny mieć bardziej wyraziste kolory - są mocno przeźroczyste, co w czasie rozgrywki, zwłaszcza przy niedoświetlonym stole może stwarzać problemy przy ich przesuwaniu na planszy, zwyczajnie można się pomylić który pionek jest czyj. Karty powinny być ciut grubsze - łatwo się wyginają co w niedalekiej przyszłości może skutkować tylko jednym - zwyczajnie się pogną i otrą. Bronią się natomiast grafikami, jakie przedstawiają - to zwykłe pozycje seksualne wraz z opisem działania każdej z nich podczas gry. Najlepsze są jednak ich tytuły - Wejście Smoka, Na Pająka, to tylko dwa przykłady bardzo ciekawego i śmiesznego nazewnictwa, które skutecznie poprawi humory wszystkim graczom.   O co w tej grze chodzi? Tak jak napisałem wcześniej, naszym zadaniem jest uprawiać seks. Każdy z graczy losuje swoją postać - może to być kobieta lub mężczyzna hetero/homo/bi - to z kim będziemy uprawiać miłość znamionuje ilością zdobytych punktów, gdy nasz stosunek szczęśliwie się zakończy. I tak, facet hetero dostanie więcej punktów za seks z kobietą hetero, kobieta homo za seks z kobietą homo, itd. Gdy mamy na ręce dwie karty tej samej pozycji możemy wyłożyć je przed danym graczem i ten decyduje czy chce się z nami kochać, jeśli tak, możecie zaczynać - oczywiście nie w rzeczywistości, a w grze! Któryś z oponentów może zagrać niebieską kartę, by przerwać Wasz stosunek, przez co nie  dostaniesz punktów. Możliwa jest również opcja wyłożenia na środek stołu karty z daną pozycją - jeśli któryś z graczy ma taką kartę na ręce może się do Was dołączyć i odbyć z Wami stosunek w ten sam sposób. Gra toczy się do momentu aż któryś z graczy nie przekroczy progu 30 punktów.   Jak to wygląda w rzeczywistości? Gra "Swing" dobrze sprawdzi się w gronie dobrych kumpli lub przyjaciół, którzy znają się na wylot i nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Oczywiście, tematyka gry jest dość kontrowersyjna dla niektórych ludzi, jednak ja podchodziłem do niej z prawdziwym dystansem, nastawiając się na dobrą zabawę i kupę śmiechu. Gra jest prosta, szybka, ale po paru partiach zwyczajnie się znudzi - jest o wiele więcej lepszych gier imprezowych, które powalają regrywalnością. Poza tym, nie każdy będzie chciał zagrać w "Swing" - a to tematyka, a to mechanika- nie każdy jest na tyle odważny.   Bez względu na liczbę osób, które zasiądą do rozgrywki, będzie ona wyglądała tak samo - jeśli chcemy komuś przeszkodzić w stosunku - zablokujemy go. Możemy spokojnie kontrolować każdy ruch, w taki sposób, abyśmy przewodzili całej stawce. "Swing" dobrze wypada przy małych, trzyosobowym gronie, jak i przy większym, nawet tym sześcio czy ośmioosobowym. Trudno wypowiadać się o klimacie samej gry - jeśli mamy uprawiać seks, to ciężko wspominać jak czuje się facet, który prosi o to swoją dobrą koleżankę. To bardziej gra imprezowa i tak trzeba ją traktować - klimat nie jest wyczuwalny, co chyba można zapisać na plus tej gry.   Ciekawy pomysł, słabe wykonanie, dobra rozgrywka na parę rund w gronie znajomych - to właśnie oferuje "Swing" i nie ma się co oszukiwać - na rynku znajdziecie lepsze gry do zabawy z przyjaciółmi. To bardzo nietypowa gra, do zabawy w dużym gronie, dająca początkowo dużo frajdy - w końcu nie ma takiej drugiej gry na rynku. Pierwsze rozgrywki to czysta ciekawość, chęć poznania samej gry, jej zasad czy mechaniki. Mnie nie zachwyciła i będę wyciągał ją na stół w bardzo szczególnych przypadkach - może kiedyś znajdę takiego znajomego, który "Swing" pokocha?Gry o seksie, związane z tematyką seksu są prawdziwym ewenementem. O ile za granicą takie tytuły pojawiają się dość często, tak w naszym rodzimym kraju jest ich naprawdę mało, a jeśli już to jakość ich wykonania pozostawia wiele do życzenia. Kilkanaście dni temu mieliście okazję przeczytać recenzję gry "Arkana miłości" - dzisiaj chciałbym przedstawić Wam inny tytuł, niejako związany z tą tematyką. "Swing" to erotyczna gra imprezowa, w której chodzi o.. uprawianie miłości. Z kim? To bez znaczenia, ważne, żebyś się kochał.