• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

13 lut 2015

0

Kamil sztukuje #4 Dziwne miniatury średniowieczne



Witajcie w ten jakże nieszczęśliwy i pechowy dzień! Wierzycie w zabobony? Osobiście mam gdzieś kiedy wypada legendarny piątek 13-ego i prześlizguje się przez ten dzień bez szwanku. Akurat dzisiaj wypada czas na kolejną, czwartą już odsłonę wspólnego sztukowania, czyli przybliżania Wam sztuki jako takiej w jej różnorakich formach. Były już twory ludzkiego ciała, alkohol, waginy.. Dzisiaj czas na coś lżejszego i co tu dużo mówić - muszę dać Wam chwilę odpoczynku od rzeczy szokujących i wzbudzić u Was kolejne salwy śmiechu. Dlaczego? Dzisiaj, wraz z Lubą bierzemy na tapetę miniatury średniowieczne, jednak nie takie klasyczne i wszystkim znane, o nie! Jeśli tak sądziliście, to mnie nie znacie :D Pokażemy Wam dzisiaj dziwaczne i śmieszne miniatury, które często są pozbawione sensu i trzeba porządnie się zastanowić co twórca brał lub pił gdy ją wymyślił. Zaciekawieni? Zapraszam!
Witajcie w ten jakże nieszczęśliwy i pechowy dzień! Wierzycie w zabobony? Osobiście mam gdzieś kiedy wypada legendarny piątek 13-ego i prześlizguje się przez ten dzień bez szwanku. Akurat dzisiaj wypada czas na kolejną, czwartą już odsłonę wspólnego sztukowania, czyli przybliżania Wam sztuki jako takiej w jej różnorakich formach, w ramach cyklu Kamil sztukuje! Były już twory ludzkiego ciała, alkohol, waginy.. Dzisiaj czas na coś lżejszego i co tu dużo mówić - muszę dać Wam chwilę odpoczynku od rzeczy szokujących i wzbudzić u Was kolejne salwy śmiechu. Dlaczego? Dzisiaj, wraz z Lubą bierzemy na tapetę miniatury średniowieczne, jednak nie takie klasyczne i wszystkim znane, o nie! Jeśli tak sądziliście, to mnie nie znacie :D Pokażemy Wam dzisiaj dziwaczne i śmieszne miniatury, które często są pozbawione sensu i trzeba porządnie się zastanowić co twórca brał lub pił gdy ją wymyślił. Zaciekawieni? Zapraszam!

10 lut 2015

0

Kamil pisze #19 Brak weny? Spróbuj tego!


Zdarzyło Ci się kiedyś nie mieć ochoty na pisanie czegokolwiek, wysilanie komórek mózgowych i ogólna niechęć do bloga? Może nie jest to nagminne, w końcu żeby pisać o książce wystarczy ją przeczytać, a pewne emocje z nią związane na pewno się pojawią, jednak czasem bywa tak, że wiemy co chcemy napisać, ale nie wiemy jak. Jeszcze gorsze jest uczucie, które uniemożliwia nam zrobienie czegokolwiek. Możecie to nazwać lenistwem, możecie nazwać brakiem weny. Każdy radzi sobie z tym na swój własny sposób, i najlepiej jest znaleźć ten jeden jedyny, ale są wśród nas tacy, którzy w momencie nadejścia tego straszliwego okresu załamują ręce i nie wiedzą co robić. Pisząc ten post musiałem zebrać kilkanaście opinii na ten temat i wybrać te sposoby, które mogą przynieść największe efekty. Jeśli boisz się braku weny i nie wiesz co z tym zrobić lub znasz kogoś takiego, przeczytaj ten tekst i podaj dalej, a nuż może komuś pomożemy :)   Sposób numer 1 - Muzyka  Nic tak nie wycisza i pobudza jednocześnie jak odpowiednia muzyka. Jedni piszą przy kompletnej ciszy, drudzy natomiast wolą pisać przy swojej ulubionej muzyce. Uwierzcie mi, ten sposób jest jednym z najlepszych - daje do myślenia, a odpowiedni dobór zmotywuje nas do tego stopnia, że zaraz zasiądziesz przed klawiaturą i napiszesz dobry tekst.   Sposób numer 2 - Alkohol  Metoda dość kontrowersyjna, ale jaka skuteczna! Alkohol, czy to piwo wino czy coś mocniejszego ale - zbyt duże ilości wypitego alkoholu skutecznie doprowadzą do sytuacji, w której opublikujecie coś, czego nigdy byście nie napisali. I oby nigdy do tego nie doszło. skutecznie pobudzi do działania, jednak jego największą zaletą, chcąc czy nie chcąc, jest pobudzenie naszej kreatywności i wyobraźni do tego stopnia, że pomysły na tekst przyjdą raz dwa. Jest tylko jedno Choć z drugiej strony, mówiąc o dzisiejszym świecie i jego priorytetach - blog pisany po pijanemu odniósłby pewnie spory sukces.  Sposób numer 3 - Czytaj coś innego niż książki/rób coś innego  Tak wiem, czytamy książki, piszemy o nich, jesteśmy molami książkowymi. Cóż z tego? To zwalnia Cię z obowiązku by czytać coś innego, robić coś na co zwykle nie masz czasu? Obejrzyj fajny film, znajdź swój ulubiony serial, zagraj w coś, czy to na kompie, czy na planszy. Wokół Ciebie jest pełno inspiracji, a dobra rozrywka, ciut inna niż forma pisana pozwoli Ci się na chwilę od niej oderwać. A gdy już wrócisz do czytania książek do recenzji i ich opisywania - będziesz innym recenzentem.  Sposób numer 4 - Rozmawiaj, rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj  Nasze zajęcie zajmuje dużo czasu i często musimy godzić je z nauka czy też z pracą. Ludzie, których spotykasz codziennie niosą z sobą mnóstwo wspaniałych historii i opowieści, których warto posłuchać. A może ktoś z Twojego otoczenia przeczytał coś ciekawego i w interesujący sposób o tym opowie? Jeśli nie zagadasz, nigdy się tego nie dowiesz! Nie ważne czy będzie to rozmowa na żywo, czy przez Internet - nawet chwila pisania o czymś innym niż dotychczas skutecznie da Ci do myślenia.  Sposób numer 5 - Kup sobie notatnik/notuj wszystkie swoje pomysły  Sposób albo uwielbiany albo potępiany. No bo jak to zapisywać wszystko co mi przyjdzie do głowy? Przecież to zapamiętam! No właśnie nie - często po powrocie do domu zapominamy większość czego doświadczyliśmy w ciągu dnia, chyba że odbiło to się na naszej psychice - pomysły takie nie są i zwykle są zapominane. A może w trakcie przerwy ułożysz kilka zdań do recenzji lub wpadną Ci do głowy chwytliwe tytuły postów? Dobrze by było gdzieś je zapisać, prawda?     Sposób numer 6 - Nie pisz tylko o książkach  Tak wiem, nazywacie siebie blogerami książkowymi i nie wolno Wam pisać o czymś innym. Bzdura! Mimo że mój blog nazywa się jak się nazywa, mimo że moim głównym zajęciem jest czytanie książek, to piszę o kilku innych rzeczach w ciągu miesiąca - dlatego mój blog tak szybko się rozwinął. Głowę mam pełną pomysłów, a szkoda mi ich marnować lub zakładać inne blogi, na które nie miałbym czasu. To właśnie teksty nie związane stricte z recenzjami mają największą ilość odsłon i wcale się temu nie dziwię - wręcz przeciwnie, takich tekstów chcę pisać jeszcze więcej! Wychodzę z takiego założenia, że pisanie tylko i wyłącznie o książkach jest nie tyle co nudne, co przytłaczające i każdy miał takie uczucie choć raz w ciągu swojej blogerskiej kariery - trzeba czasem odpocząć i napisać coś innego. Poza tym, gdybym chciał pisać o książkach, nie czytalibyście teraz tego tekstu :)  Sposób numer 7 - Wycisz się  Nic tak nie pomaga jak mała chwila leżakowania na kanapie, wyciszenia się i myślenia kompletnie o niczym. Warto się wyciszyć, dać chwilę spokoju od wszystkiego i to dosłownie. Myśl o głupotach, o czymś totalnie niezwiązanym z blogiem, pracą czy szkołą. Daj sobie odpocząć, bo tak naprawdę to Twój umysł powoduję całą blokadę, jeśli dasz mu chwilę dla siebie, będziesz czuć się o wiele lepiej.  Sposób numer 8 - Pomyśl o swoich czytelnikach  To chyba najlepszy sposób. Nic tak nie motywuje jak wizja nieszczęśliwych i oburzonych czytelników, którzy z wytęsknieniem czekają na Twój post, a Ty nic nie dodasz. Pomyśl jaką katastrofę wywołasz w ich życiach i jakie konsekwencje będą się z tym wiązać! Szanuj swoich fanów, bo to dzięki nim Twój blog się rozwija i dobrze prosperuje - jeśli ich zaniedbasz, mogą się od Ciebie odwrócić, przecież nikt ich nie trzyma i nie zmusza do czytania Twoich tekstów, prawda?  Każdy ma swój sposób i z chęcią poczytam o nich poniżej, w komentarzach :) Daj znać czy tekst Ci się spodobał, w końcu to mój sposób na brak weny numer 8. Udostępnij, podaj dalej, a może komuś pomożemy i zdobędzie wieczną sławę, pisząc genialne teksty? Fajnie by było, więc nie ociągaj się i daj znać co robisz, gdy dopada Cię przerażające uczucie lenistwa i braku chęci do pisania.
Zdarzyło Ci się kiedyś nie mieć ochoty na pisanie czegokolwiek, wysilanie komórek mózgowych i ogólna niechęć do bloga? Może nie jest to nagminne, w końcu żeby pisać o książce wystarczy ją przeczytać, a pewne emocje z nią związane na pewno się pojawią, jednak czasem bywa tak, że wiemy co chcemy napisać, ale nie wiemy jak. Jeszcze gorsze jest uczucie, które uniemożliwia nam zrobienie czegokolwiek. Możecie to nazwać lenistwem, możecie nazwać brakiem weny. Każdy radzi sobie z tym na swój własny sposób, i najlepiej jest znaleźć ten jeden jedyny, ale są wśród nas tacy, którzy w momencie nadejścia tego straszliwego okresu załamują ręce i nie wiedzą co robić. Pisząc ten post musiałem zebrać kilkanaście opinii na ten temat i wybrać te sposoby, które mogą przynieść największe efekty. Jeśli boisz się braku weny i nie wiesz co z tym zrobić lub znasz kogoś takiego, przeczytaj ten tekst i podaj dalej, a nuż może komuś pomożemy :)


8 lut 2015

0

Szukasz książki dla nastoletniego faceta? Dobrze trafiłeś!



Pamiętacie może moje dwie recenzje książek Ursuli K. Le Guin o pewnym młodym czarodzieju Gedzie, który poszukuje własnego ja i odkrywa w sobie pokłady magii, które pozwalają mu na niebywałe czyny? Wiecie dlaczego akurat te książki okazały się prawdziwymi bestsellerami, a miliony młodych ludzi na całym świecie pożerało je w całości? Mówiły o dojrzewaniu, o psychologicznym aspekcie małego chłopaka, który musi stawić czoła przeciwnościom losu, który mimo swojego młodego wieku jest brutalnie wprowadzany w świat dorosłych i musi sobie z tym poradzić. Le Guin niesamowicie opisywała wszystkie procesy i rozterki moralne młodego Geda, jego dojrzewanie, zmianę charakteru i osobowości. Mercedes Lackey i Larry Dixon napisali trylogię o sowim magu, który, podobnie jak Ged, musi odkryć w sobie swoje przeznaczenie, ale i trochę mu pomóc, tak by jego postać zapisała się na kartach historii jako ta legendarna. Dlaczego Dariana porównuję do Geda? Bo są niezwykle podobni, przy czym ten pierwszy o wiele mniej dojrzały i o wiele bardziej płaczliwy.  Darian stracił rodziców. Myśliwi poszli na polowanie do lasu, jednak w skutek gwałtownej burzy magicznej nigdy nie wrócili. Od tamtej pory młody chłopak zostaje przydzielony do miejscowe maga Justyna na nauki, tak by kiedyś mógł go zastąpić i służyć pomocą reszcie mieszkańców. Sam zainteresowany nie ma nic do gadania, jego zdanie się nie liczy i mimo że ma sporo racji, jak to zwykle bywa w takich historiach dorośli są mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Wszystko zmienia się pewnego dnia, gdy na wioskę Dariana napada zorganizowana grupa lub armia.  No właśnie - pierwszy błąd autorów  - o tych wojownikach nie wiemy praktycznie nic. Nie wiemy skąd są, kim są, dlaczego napadli na wioskę, czego chcą. Żadnej informacji prócz tych, jak wyglądały ich zbroje, i kto im przewodził. Cały napad na wioskę jest potraktowany po macoszemu i na pierwszy rzut oka widać, że Lackey i Dixon nie przywiązali do tego wydarzenia szczególnie dużej uwagi, a szkoda, bo właśnie w takich momentach autorzy powinni dawać jak najwięcej informacji o nowo wprowadzanych postaciach do opowieści.  Kto jest postacią pierwszoplanową? Oczywiście Darian, który jako trzynastoletni chłopak pomaga magowi, choć wcale tego nie chce. Ludzie uważają, że jest niewdzięczny i zarozumiały. To własnie jego psychice i myślom przyglądamy się praktycznie bezustannie. Autorzy, podobnie jak Le Guin, postanowili opisać wszystko co przeżywa chłopak i co czuje. W skutek czego mamy kilkustronicowe rozważania nad myślami i emocjami czeladnika, co amatorów fantasy może usatysfakcjonować, ale początkujących fanów doprowadzić do szewskiej pasji. Na szczęście wszystko zmienia się po kilkudziesięciu stronach. Lot sowy jest podręcznikowym przykładem książki, która ma za zadanie wprowadzić nas w całą historię i jej świata. Stąd fabularna jakość całej książki trochę kuleje, co spowoduje kilka innych komplikacji.  Akcja i jej tempo jest niemal niezauważalne. Owszem, mamy malownicze opisy krajobrazów, poszczególnych elementów domów, zbroi, postaci czy zwierząt i jest niewątpliwie zaleta Lotu sowy - magicznie wprowadza nas w całą otoczkę książki jednak dla starych wyjadaczy gatunku będzie to po prostu nudne. Sama opowieść jest do bólu przewidywalna i nawet niezbyt bystry czytelnik w mig zorientuje się, że coś jest nie tak i będzie miał wrażenie, że gdzieś to już czytał. Fabuła i jej rozkład jest typowo filmowa, z mocnym punktem kulminacyjnym, który naprawdę daje dobre rokowania na przyszłe tomy - można mieć nadzieję, że w pozostałych dwóch tomach wszystko w końcu się rozkręci.  O ile postać Dariana i jego życie jest opisane naprawdę przystępnie i lekko, tak reszta postaci to, niestety nic nie znaczący bohaterowie, których w pewnym momencie przestajemy rozróżniać. Uwierzcie mi, aspekt relacji międzyludzkich czy też i innych, pewna hierarchiczność herosów są kompletnie pominięte i to właśnie najsłabsze elementy Lotu sowy. Już o ile infantylność i dziecinność Dariana potrafi wkurzyć tak totalna bezpłciowość niektórych Sokolich Braci potrafi wprowadzić nas w grobowy nastrój, urozmaicony zgrzytaniem zębów. Nie można mieć tego za złe tym, którzy nie odgrywają ważnych ról w całej historii, jednak postępowanie i charakter co poniektórych potrafi boleć. Dosłownie.  Powyższe słowa były napisane przez fana literatury fantastycznej, który ma już naprawdę sporo cięższych i lżejszych tytułów za sobą. Mój subiektywizm jest uzasadniony i powinien być w pełni akceptowalny, jednak postanowiłem w kilku słowach powiedzieć Wam czy amatorzy i początkujący mogą z czystą przyjemnością czytać Lot sowy. Książka amerykańskich autorów jest bardzo dobra i niezwykle mocno godna polecenia dla młodszych czytelników, może w wieku głównego bohatera. Odkryją oni baśniowy świat, mimo swojej brutalności psychicznie daje motywacyjnego kopa do działania i pracowania nad samym sobą. Każdy młody facet chciał walczyć z potworami, polować, zakładać pułapki, spotkać magiczne stwory i zwierzęta. Lot sowy wszystko to oferuje i zachęca do czerpania całymi garściami - oczywistym jest podobieństwo do książek Le Guin jednak taki schemat jest ukierunkowany do konkretnego czytelnika jakim jest nasza młodzież, która jeszcze nie wiem jaki gatunek jest tym ulubionym. Lot sowy daje niezwykła frajdę z czytania i odkrywania razem z bohaterem swojej osobowości i charakteru, udekorowanej magicznym, wręcz baśniowym światem.  Jeśli macie w rodzinie młodego kuzyna, który lubi czytać książki, który jeszcze nie poznał twórczości Le Guin - dajcie mu w ręce Lot sowy, przepadnie na kilka dnia i będzie chciał o wiele więcej. Satysfakcjonujące jest to, że wśród ciężkich i wymagających lektur, które nie są dla wszystkich i nie wszyscy je zrozumieją, nadal pisze się tego typu powieści jak recenzowana przeze mnie książka. Oczywiście, dla starszych czytelników i tych bardziej doświadczonych Lot sowy może okazać się niewypałem i być po prostu nudnym czytadłem, które pełno jest błędów. Gdyby nie ukierunkowanie odbiorcy i pisanie właśnie dla niego, moja ocena byłaby o wiele niższa, bo książka nie jest idealna. Lot sowy nie jest dobrym przykładem klasycznego fantasy i entuzjaści tego typu opowieści nie znajdą w nim nic interesującego.   Młody czytelniku.. Sięgnij po Lot sowy! Znajdziesz tu magiczny świat, pełen baśniowych stworów; bohatera, który mimo przeciwności losu decyduje się wziąć w ręce stery swojego losu; historię, która zainspiruje Cię do zmian, o które sam siebie dotąd nie podejrzewałeś. Polecam!Pamiętacie może moje dwie recenzje książek Ursuli K. Le Guin o pewnym młodym czarodzieju Gedzie, który poszukuje własnego ja i odkrywa w sobie pokłady magii, które pozwalają mu na niebywałe czyny? Wiecie dlaczego akurat te książki okazały się prawdziwymi bestsellerami, a miliony młodych ludzi na całym świecie pożerało je w całości? Mówiły o dojrzewaniu, o psychologicznym aspekcie małego chłopaka, który musi stawić czoła przeciwnościom losu, który mimo swojego młodego wieku jest brutalnie wprowadzany w świat dorosłych i musi sobie z tym poradzić. Le Guin niesamowicie opisywała wszystkie procesy i rozterki moralne młodego Geda, jego dojrzewanie, zmianę charakteru i osobowości. Mercedes Lackey i Larry Dixon napisali trylogię o sowim magu, który, podobnie jak Ged, musi odkryć w sobie swoje przeznaczenie, ale i trochę mu pomóc, tak by jego postać zapisała się na kartach historii jako ta legendarna. Dlaczego Dariana porównuję do Geda? Bo są niezwykle podobni, przy czym ten pierwszy o wiele mniej dojrzały i o wiele bardziej płaczliwy.


6 lut 2015

0

Książka, która wzbudziła mnóstwo kontrowersji


O czym trzeba pisać, żeby zdobywać liczne nagrody, uznanie publiczności i rzeszę czytelników, fanów na całym świecie? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Kiedyś od pewnej profesor usłyszałem, że najprostszym sposobem na zdobycie Nobla w kategorii literatura trzeba spełnić dwa warunki - mieszkać w biednym kraju i napisać o ciężkiej sytuacji swojego życia lub całego społeczeństwa. Rozgłos gwarantowany. Trochę w tym prawdy jest - z książkami jest podobnie jak z celebrytami, gdy powiedzą coś kontrowersyjnego od razu jest o nich głośno. Julia Łatynina to rosyjska dziennikarka, która postanowiła wzbudzić ogromne kontrowersje w swoim kraju i podsycić ciężką i tak atmosferę na Kaukazie. Napisała książkę, która rozgrywa się w fikcyjnym kraju, w fikcyjnych miastach, lecz polityczno-wojskowa otoczka jest jak najbardziej prawdziwa. Zachowała się jak typowa dziennikarka, która wie jak sprzedać swój artykuł - wyszło jej znakomicie, bo jej Ziemia wojny wywołała ogromną dyskusję w kraju.   Bracia Dżałamudin i Zaur Kemirow to bogacze, którzy dorobili się na sprzedaży w swym kraju tego, co na zachodzie było już od dawna niezwykle popularne. Kreatywne głowy i twarda ręka pozwoliły dorobić się niemałej fortuny, która otwiera każde drzwi. Teraz mogą rządzić wszystkimi i bez skrępowania - ich sposoby potrafią być niezwykle okrutne i mogłoby się wydawać, że nie widzą niczego innego poza wizją czystego zysku, a ich uczucia są wyzute z empatii. O czym jest ta książka? O relacjach między Czeczenią, a Awarią, która jest wymyślonym państwem i to właśnie to umowna granica jest źródłem wszystkich nieporozumień i walk. Gdy czeczeńscy bojownicy przeprowadzają nieudany atak na lotnisko, a następnie wysadzają szpital w Awarii Dżałamudin wyrusza ze swoimi bojownikami, by odszukać terrorystów.  Do czego przyzwyczaiły nas współczesne rosyjskie książki? Do ogromnej brutalności, która jest chlebem powszednim dla wszystkich mieszkańców Kaukazu. Tutaj również autorka serwuje nam jej niezłą porcję, przy czym wydaje się ona niebagatelnie większa, bo pisana przez dziennikarkę-kobietę, która zdaje się wiedzieć o czym pisze. Na filmach niezwykle łatwo przedstawić jest fontanny krwi, eksplozje flaków i latające mózgi - w książce potrzebny jest talent plastycznych opisów, które wywołają obrzydzenie i przypomną o spożytym wcześniej śniadaniu. Łatynina przedstawia swoją wersję brutalności niezwykle realistycznie i można powiedzieć, że nawet mi obrzydziła kilka podróży komunikacją miejską.   Kolejnym plusem jest bardzo dobre przedstawienie zależności i relacji społecznych na cienkich granicach dwóch państw, które tak naprawdę nie istnieją. Wszyscy odczuwają na skórze jarzmo i wzrok wielkiej Matki Rosji, która wszystko ma pod kontrolą - to samo można powiedzieć o bojownikach i terrorystach, którzy są w stanie zabić każdego, kto nie będzie im posłuszny. W czasie historii autorki oglądamy sterroryzowaną ludność, która za nawet najmniejszy błąd jest surowo karana. Śmierć stoi na porządku dziennym i jest do tego stopnia brutalna i nieludzka, że trudno sobie wyobrazić, że to człowiek jest w stanie uczynić to wszytko w imię wyższej, chorej idei.  Kuleje styl i jego przystępność. Początkowe czytanie Ziemi wojny to istna mordęga, kiedy to nie wiadomo o co chodzi i o czym my tak właściwie czytamy. Problemy z zachowaniem chronologii skutecznie odstraszyły mnie na kilkanaście godzin, bo jako czytelnik prosty i skromny muszę mieć wszystko wyłożone na talerzu i autor musi pokazać mi co chce przedstawić i o czym pisać. Czepiam się zwłaszcza ogromnej liczby różnorakich postaci, które są wprowadzane do całej historii jak i opisywany w sposób godny przedstawienia królowej brytyjskiej by zaraz zniknąć, bo w zamyśle autorki była to postać epizodyczna. W skutek tego otrzymujemy przydługie i szczegółowe opisy postaci, które są kompletnie niepotrzebne i przekombinowane. Rozumiem, że nie można pisać na ponad 400 stronach o walkach i brutalności, ale takie zabiegi, jakie zastosowała Łatynina są pozbawione sensu.  Bardzo ciekawym zabiegiem natomiast jest balansowanie na cieniutkiej granicy fałszu i prawdy. Wymyślona przez autorkę Awaria doskonale odzwierciedla to co dzieje się teraz na wschodzie Europy. Choć żadne nazwiska tutaj nie padają i nikt nie jest obrażany, autorka ukierunkowuje nasze myśli w jednoznaczny sposób. Niektórzy mogą odebrać Ziemię wojny jako swoistą alegorię i chyba wiele osób w Rosji tak zrobiło, inaczej nie mielibyśmy takiego szumu wokół niej, jednak to był oczywisty plan autorki by książkę sprzedać i ją wypromować. Wtrącając taką moją małą dygresję, mogę powiedzieć, że za kilka dni lub tygodni, jak kto woli, o Ziemi wojny słuch wszelaki zaginie i będzie to kolejna książka ze wschodu, o której wszyscy zapomną.  Jestem usatysfakcjonowany - dawno nie miałem okazji poczytać tak wyrazistej i krwawej powieści, której autorka wie co chce przekazać i jest świadoma tego o czym pisze. Dostaniemy sporą ilość brutalności, którą nie wszyscy powinni doświadczyć - czytelnicy o słabszych nerwach powinni omijać tę książkę, choć sporo stracicie. Najbardziej zadowoleni będą miłośnicy historii Kaukazu, jego sytuacji politycznej i gospodarczej. Ciężko zdefiniować gatunek Ziemi wojny - oscyluje gdzieś pomiędzy książką sensacyjną, a wojskową, przy okazji będziemy mogli poczytać o wzajemnych stosunkach, dwóch sąsiadujących ze sobą państw. Jeśli szukacie powieści innej niż popularnych bestsellerów - dobrze trafiliście, Łatynina skutecznie wzbudzi Wasze zainteresowanie południem Rosji.  Za egzemplarz serdecznie dziękuję stronie eKulturalni.pl!O czym trzeba pisać, żeby zdobywać liczne nagrody, uznanie publiczności i rzeszę czytelników, fanów na całym świecie? Zastanawialiście się kiedyś nad tym? Kiedyś od pewnej profesor usłyszałem, że najprostszym sposobem na zdobycie Nobla w kategorii literatura trzeba spełnić dwa warunki - mieszkać w biednym kraju i napisać o ciężkiej sytuacji swojego życia lub całego społeczeństwa. Rozgłos gwarantowany. Trochę w tym prawdy jest - z książkami jest podobnie jak z celebrytami, gdy powiedzą coś kontrowersyjnego od razu jest o nich głośno. Julia Łatynina to rosyjska dziennikarka, która postanowiła wzbudzić ogromne kontrowersje w swoim kraju i podsycić ciężką i tak atmosferę na Kaukazie. Napisała książkę, która rozgrywa się w fikcyjnym kraju, w fikcyjnych miastach, lecz polityczno-wojskowa otoczka jest jak najbardziej prawdziwa. Zachowała się jak typowa dziennikarka, która wie jak sprzedać swój artykuł - wyszło jej znakomicie, bo jej Ziemia wojny wywołała ogromną dyskusję w kraju.


4 lut 2015

0

Weź Pan pomusz!



No jakoś tak się złożyło, że próbuję swoich sił w konkursie, mimo że jestem młodym, niedoświadczonym, ale dobrze zapowiadającym się blogerem :D Nie chcę Was o nic prosić, błagać i żebrać, będzie mi niezwykle miło jeśli zdobędę jeden czy dwa głosy. Nie o to chodzi, to jest zabawa, nowe doświadczenie coś co zdarza się raz na rok i właśnie w tym czasie można trochę poszaleć :)

Już padały pytania po co się zgłosiłem, jak i tak nie mam szans na cokolwiek - odpowiedź jest prosta. Dla zabawy. Dla przyjemności. Po to, by ktoś więcej o mnie usłyszał. Po to by mieć motywację. Pisanie o książkach to nie jest łatwa sprawa, zwłaszcza, gdy pisze się o grach, o sztuce, o 5 rzeczach związanych z literaturą. Nałożyłem sobie spore tempo, które czasem przytłacza, jednak z prowadzenia bloga mam OGROMNĄ przyjemność i zabawę. Nawet gdyby czytałyby go tylko trzy osoby, to pisałbym dla tych trzech osób.

Krytycy na pewno się pojawią i wraz z ogłoszeniem, że głosowanie się rozpoczęło, a w internetach jak grzyby po deszczu pojawiają się grafiki i posty (w tym mój) GŁOSUJ NA MNIE będą mówić, że nie zależy nam na niczym innym, że chcemy wygrać za wszelką cenę.. No gdybym nie chciał wygrać, to bym się nie zgłaszał prawda? Podchodzę do tego z dystansem i już teraz mogę Wam powiedzieć, że w tym roku się nie uda, ale za 5 lat? Kto wie :D

Wspomnę tylko, że wysyłając esemesa wspieracie Fundację Dzieci Niczyje. Żadna złotówka się nie zmarnuje, a tylko im pomożecie.