• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

17 lut 2015

0

Komiksowo, czyli oficjalna kontynuacja kultowego Z Archiwum X!


Z Archiwum X. Ilu z Was w myślach zanuciło motyw przewodni serialu? Kultowy, wręcz legendarny serial, który został okrzyknięty najlepszym serialem XIX wieku. Ilu z Was śledziło losy i poczynania dwójki agentów specjalnych? Ilu z Was oglądało kolejne odcinki serialu późno w nocy z przysłoniętymi oczyma ze strachu? Ja również jestem wśród tej grupy, która niejako wychowała się na Z Archiwum X. Wieść o zakończeniu serii była druzgocąca i wielu fanów liczyło na wyjaśnienie większości spraw i zagadek, które mnożyły się podczas emisji. Tymczasem Chris Carte, twórca serialu nie wyjaśnił praktycznie niczego. Wizja kontynuacji była obecna praktycznie cały czas od ostatniego odcinka i każdy fan wierzył, że kiedyś znów z zapartym tchem będzie śledził losy Scully i Muldera. I tak, po wielu latach oczekiwań powstał komiks, którego współtwórcą jest pomysłodawca serialu. Wyznawcy to pierwszy zeszyt serii, która w USA została obsypana nagrodami. Jak będzie u nas?   Dwójka naszych agentów toczy spokojne życie, z dala od zjawisk paranormalnych. Sielanka nie trwa długo, bo tajemnicza organizacja włamuje się do tajnych akt FBI, wykradając wszystkie informacje o Scully i Mulderze. Jednocześnie w parku Yellowstone powstaje nowy rurociąg, który, jak się później okaże, wcale nie jest tym, czym powinien być. Tak oto moi Drodzy dostajemy w ręce oficjalną kontynuację kultowego serialu. Czy komiks będzie jej godnym następcą?  Recnezje książek i komiksów to dwa różne światy. W tym drugim nie można oceniać stylu i języka autora, tak jak w tej pierwszej nie uświadczycie opinii o kresce i użytych kolorach. Strona graficzna Wyznawców jest bardzo prosta i nieskomplikowana, ale za to bardzo miła dla oka. Kreska jest wyrazista, postacie rozpoznawalne do tego stopnia, że od razu wiemy kto jest kim. Jednak to co najważniejsze w całym komiksie to użyte kolory. Są skąpe i monotonne, jednak to właśnie mocna strona zeszytu – w ten sposób oddaje cały klimat Archiwum - jego tajemniczość i wszechogarniający strach. To właśnie te dwa czynniki zdecydowały o wielkiej popularności serialu i w Wyznawcach dostajemy dokładnie to samo!   Słowa uznania kieruję do wydawnictwa SQN, które zaryzykowało i wydało komiks w takiej, a nie innej formie. Twarda oprawa, gruby, kredowy papier, dodatkowe rysunki, w tym ten stylizowany na lata 20 ubiegłego wieku, który zachwycił mnie od samego początku. I na deser plakat I want to believe – tak, ten sam, który agent Mulder miał w swoim biurze . To nie lada gratka dla fanów całej serii, którzy wydaniem komiksu będą, co dużo mówić, zachwyceni! Z mojej strony mogę jedynie powiedzieć, że cała kolekcja komiksu będzie niezwykłą perełką w biblioteczce każdego mola czy to książkowego czy komiksowego – już nie mogę się doczekać drugiego zeszytu.  Dla fanów jest to pozycja, którą muszą nabyć – bez dwóch zdań! Oficjalna kontynuacja Archiwum zasługuje na dobrą oprawę i przemyślane zdarzenia . To wszystko otrzymujemy w Wyznawcach. Cała seria doczekała się w USA 21 (!) zeszytów, a każdy z nich był prawdziwym bestsellerem. Seria otrzymała sporo nagród, w tym dla autora koloru w komiksie Jordiego Bellariego w 2014 roku.   Pozostaje mi mieć nadzieję, że SQN postanowi wydać kolejne zeszyty serii. Wyznawcy to mocny początek, dający nadzieję na świetną kontynuację i wiele ciekawych przygód naszych ulubionych agentów tajnego archiwum FBI. Polecam i zachęcam każdego z Was do zapoznania się z Wyznawcami – otrzymacie sporą dawkę emocji, ale to co najważniejsze w całej serii, mrok, gęstą atmosferę i obezwładniające uczucie, że coś się zbliża, a Wy nie możecie nic zrobić, by temu zaradzić.Z Archiwum X. Ilu z Was w myślach zanuciło motyw przewodni serialu? Kultowy, wręcz legendarny serial, który został okrzyknięty najlepszym serialem XIX wieku. Ilu z Was śledziło losy i poczynania dwójki agentów specjalnych? Ilu z Was oglądało kolejne odcinki serialu późno w nocy z przysłoniętymi oczyma ze strachu? Ja również jestem wśród tej grupy, która niejako wychowała się na Z Archiwum X. Wieść o zakończeniu serii była druzgocąca i wielu fanów liczyło na wyjaśnienie większości spraw i zagadek, które mnożyły się podczas emisji. Tymczasem Chris Carter, twórca serialu nie wyjaśnił praktycznie niczego. Wizja kontynuacji była obecna praktycznie cały czas od ostatniego odcinka i każdy fan wierzył, że kiedyś znów z zapartym tchem będzie śledził losy Scully i Muldera. I tak, po wielu latach oczekiwań powstał komiks, którego współtwórcą jest pomysłodawca serialu. Wyznawcy to pierwszy zeszyt serii, która w USA została obsypana nagrodami. Jak będzie u nas?

15 lut 2015

0

Wiem o tobie wszystko [PRZEDPREMIEROWO]


Stalking. Do niedawna wiązany tylko z  gwiazdami, które przez swoją popularność muszą liczyć się z psychofanami, atakami i nękaniami. W dzisiejszych czasach problem nie dotyczy tylko i wyłącznie  celebrytów, bo taka sytuacja może spotkać każdego z nas. Zwłaszcza narażone są kobiety, które w oczach społeczeństwa nadal są niewinne i delikatne, przez co są łatwiejszym celem dla potencjalnego stalkera. Najgorsze w tym wszystkim jest fakt, że nękana kobieta bardzo rzadko otrzymuje wymaganą pomoc od razu - zwykle potrzeba czasu, dowodów, ludzie dopatrują się jej winy, jakoby miała podjudzać faceta do czegoś, czego on sam by nie zrobił. To nadal jest problem i często wzbudza ogromne kontrowersje i falę negatywnych emocji. To chore i ciężko z tym cokolwiek zrobić. Próbę sklasyfikowania problemu oczami ofiary podjęła się brytyjska pisarka Claire Kendal, której powieść Wiem o tobie wszystko jest literackim debiutem.    Clarissa jest nękana przez faceta, z którym się przespała. Sama jest sobie winna? Nie do końca, podejrzewa, że Rafe wrzucił jej coś do wina i uśpił, by móc ją wykorzystać. Od tamtej pory jest regularnie nachodzona i zastraszana, a policja nie może zrobić dosłownie nic. Dziewczyna bierze przykład z klasycznych porad i stosuje się do instrukcji z broszurki informacyjnej dla potencjalnych ofiar stalkingu. Zbiera dowody, stara się panować nad emocjami, wszystkie prezenty i przesyłki od dręczyciela układa w swojej szafie. Nie jest to proste zadanie, bo facet nie daje za wygraną - jest wszędzie i wie o swojej miłości życia prawie wszystko. Z drugiej strony uczestniczymy w rozprawie sądowej, w której prostytutka, oskarża o gwałt swoich pracodawców.   Okej, od razu powiedzmy sobie szczerze - temat jest naprawdę dobry i pisanie o problemach społecznych zawsze przyniesie dużą popularność książce. Stalking jest problemem na czasie, choć niewiele się o tym mówi, musi mierzyć się z nim tysiące kobiet na całym świecie. Tego typu sprawy wzbudzają niemałe kontrowersje, a książki Kendal Wiem o tobie wszystko jest klasycznym przykładem, wzorcowego stalkingu. To wręcz podręcznikowy sposób zachowania, który już na samym początku powinien być rozwiązany przez policję. Jednak tak się nie stało, co może doprowadzić do przykrych konsekwencji.  Moje wrażenia? Od początku czułem się w jakimś amerykańskim filmie, w którym mamy klasyczną ofiarę i przewidywalnego oprawcę, któremu z góry możemy przypisać określoną rolę i określone zachowania. Tak moi Drodzy, Wiem o tobie wszystko nie zaskakuje, wręcz przeciwnie - nudzi. Akcja jest do bólu przewidywalna i rozpisana schematycznie, dokładnie tak jak na warsztatach literackich, które ponoć prowadzi autorka książki. Sama fabuła nie jest oryginalna, jednak nie powinien to być zarzut jeśli weźmiemy pod uwagę tematykę książki. Jednak można było z nią coś zrobić, dodać coś od siebie, wymyślić nowe, inne rozwiązanie całego tematu. Stało się inaczej i od początku jesteśmy świadkami historii, którą mógł spisać każdy i każdy mógł ją wydać. Bez fajerwerków.  Początek powieści jest niezwykle trudny w odbiorze. Mamy świadomość, to rzecz oczywista, po przeczytaniu blurba, że książka jest o czym jest, jednak łatwe wejście w całą historię skutecznie uniemożliwia rozpisanie początkowych kart historii. Wszystko jest rozlane i wymieszane ze sobą. Ktoś pisze w pierwszej osobie, za chwilę zupełnie inną czcionką czytamy w klasycznej, trzecioosobowej formie opowieść bezstronnego widza. Dosłownie jesteśmy zalewani informacjami i wydarzeniami, o których nie wiemy co powiedzieć. Dopiero po początkowym zaskoczeniu wszystko powoli się stabilizuje i dochodzimy do wniosku, że cała powieść będzie przebiegać dwutorowo. Clarissa prowadzi dziennik, a jej poczynania i rozprawę sądową nieokreślony narrator.  Osobny akapit należy poświęcić warsztatowi i stylowi autorki oraz innym technicznym aspektom książki. Masakra. Ciężki i toporny język, styl kompletnie nieprzystosowany do współczesnego czytelnika, który potrzebuje dobrze sformułowanych porównań i akcji, przy jak najmniejszej ilości opisów wszystkiego dookoła. Uprzedzam - w książce nie dzieję się zbyt wiele. Mamy zatem sporo opisów relacji między Clarissą, a innymi uczestnikami procesu, jej ubrań, prezentów od Rafe'a, jej myśli i uczuć, jej haftów i pracy przy maszynie. Najbardziej zaskoczył mnie szczegółowy opis uszytej przez główną bohaterkę bluzki - słowa i zwroty, które niewiele mi mówiły stanowiły największą wartość przedmiotu, przez co cały jego opis był dla mnie bezużyteczny. Pani Kendal pisze topornie i widać, że jest to jej debiut, przy czym cały czas dziwi mnie fakt, że prowadzi ona warsztaty dla pisarzy. W pewnych momentach jej debiutancka powieść była dla mnie zwyczajnie nudna i potrafiłem opuścić całą stronę lub nawet dwie (!), gdy po szybkim przejrzeniu nie zawierała nic wartościowego, co by wnosiło do całej opowieści.   Męczył mnie podział na formę jedno i trzecioosobową. Nie jej sam fakt, ale niepotrzebnego wytłuszczenia i zmienienia czcionki zapisków dziennika Clarissy. Utrudnia to lekturę i sprawia, że dłużej niż godzinę nie mogłem czytać - przerwa była niezmiernie wskazana. Nie winię wydawnictwa, co to, to nie! Zakładam, że było tak i w wydaniu oryginalnym, przez co nasze polskie Akurat musiało się dostosować.   Zakończenie jest tak płytkie i banalne jak cała książka. Przewidywalność tego co się za chwilę stanie kłuje w oczy. Na początku wspominałem, że już na starcie czułem się jak na seansie taniego filmu rodem z Ameryki. Na końcowych stronach to uczucie osiągnęło apogeum, dodatkowo doprawione o zgrzyt zębów i usilne pragnienie zakończenie znajomości z Wiem o tobie wszytko. Tym bardziej dziwią mnie zachwyty innych blogerek, które przeczytały tę powieść i piszą o niej w samych superlatywach. Książka owszem, mówi o poważnym problemie, jednak nie jest to wyznacznik dobrej powieści. Jeśli jest źle rozpisana i nieprzemyślana nie zasługuje na tak wysokie oceny! Czytelnik biorąc taką książkę do ręki nie chce czytać o rozprawie sądowej, która jest kompletnie nie związana z całą historią (prócz paru, malutkich wyjątków); opisów czegoś co w ogóle nie dotyczy głównego problemu. Czytelnik chce być zaskoczony, wgryźć się w temat, poczuć jak ofiara i czuć wszechogarniający niepokój. Tego wszystkiego brakuje Wiem o tobie wszystko i nie ma się co oszukiwać - książka jest niedopracowana.  Nie wiem komu mogę ją polecić. Może kobiety inaczej odbierają całą powieść, przez co to mi umyka ogólne przesłanie historii. Do mnie taki styl i prowadzenie akcji po prostu nie przemówiło i stanowczo odradzam wszystkim facetom. Jeśli jesteście bystrzy, po około, ja wiem, 50 stronach będziecie mogli odgadnąć co stanie się na pozostałych 350. Słowa podziękowania należą się wydawnictwu Akurat, które po raz kolejny zaskoczyło blogerów i postanowiło trochę ich postraszyć. GENIALNY POMYSŁ! Jestem uradowany faktem, że jedną książką można wzbudzić tyle emocji i zapewnić jej taką kampanię promocyjną. Szkoda tylko, że Wiem o tobie wszystko jest książką, która na nią nie zasługiwała.  Za egzemplarz serdecznie dziękuję      Wydawnictwo Akurat  Data wydania 18 luty 2015  Liczba stron 414  Ocena 4/10Stalking. Do niedawna wiązany tylko z  gwiazdami, które przez swoją popularność muszą liczyć się z psychofanami, atakami i nękaniami. W dzisiejszych czasach problem nie dotyczy tylko i wyłącznie  celebrytów, bo taka sytuacja może spotkać każdego z nas. Zwłaszcza narażone są kobiety, które w oczach społeczeństwa nadal są niewinne i delikatne, przez co są łatwiejszym celem dla potencjalnego stalkera. Najgorsze w tym wszystkim jest fakt, że nękana kobieta bardzo rzadko otrzymuje wymaganą pomoc od razu - zwykle potrzeba czasu, dowodów, ludzie dopatrują się jej winy, jakoby miała podjudzać faceta do czegoś, czego on sam by nie zrobił. To nadal jest problem i często wzbudza ogromne kontrowersje i falę negatywnych emocji. To chore i ciężko z tym cokolwiek zrobić. Próbę sklasyfikowania problemu oczami ofiary podjęła się brytyjska pisarka Claire Kendal, której powieść Wiem o tobie wszystko jest literackim debiutem. 

13 lut 2015

0

Kamil sztukuje #4 Dziwne miniatury średniowieczne



Witajcie w ten jakże nieszczęśliwy i pechowy dzień! Wierzycie w zabobony? Osobiście mam gdzieś kiedy wypada legendarny piątek 13-ego i prześlizguje się przez ten dzień bez szwanku. Akurat dzisiaj wypada czas na kolejną, czwartą już odsłonę wspólnego sztukowania, czyli przybliżania Wam sztuki jako takiej w jej różnorakich formach. Były już twory ludzkiego ciała, alkohol, waginy.. Dzisiaj czas na coś lżejszego i co tu dużo mówić - muszę dać Wam chwilę odpoczynku od rzeczy szokujących i wzbudzić u Was kolejne salwy śmiechu. Dlaczego? Dzisiaj, wraz z Lubą bierzemy na tapetę miniatury średniowieczne, jednak nie takie klasyczne i wszystkim znane, o nie! Jeśli tak sądziliście, to mnie nie znacie :D Pokażemy Wam dzisiaj dziwaczne i śmieszne miniatury, które często są pozbawione sensu i trzeba porządnie się zastanowić co twórca brał lub pił gdy ją wymyślił. Zaciekawieni? Zapraszam!
Witajcie w ten jakże nieszczęśliwy i pechowy dzień! Wierzycie w zabobony? Osobiście mam gdzieś kiedy wypada legendarny piątek 13-ego i prześlizguje się przez ten dzień bez szwanku. Akurat dzisiaj wypada czas na kolejną, czwartą już odsłonę wspólnego sztukowania, czyli przybliżania Wam sztuki jako takiej w jej różnorakich formach, w ramach cyklu Kamil sztukuje! Były już twory ludzkiego ciała, alkohol, waginy.. Dzisiaj czas na coś lżejszego i co tu dużo mówić - muszę dać Wam chwilę odpoczynku od rzeczy szokujących i wzbudzić u Was kolejne salwy śmiechu. Dlaczego? Dzisiaj, wraz z Lubą bierzemy na tapetę miniatury średniowieczne, jednak nie takie klasyczne i wszystkim znane, o nie! Jeśli tak sądziliście, to mnie nie znacie :D Pokażemy Wam dzisiaj dziwaczne i śmieszne miniatury, które często są pozbawione sensu i trzeba porządnie się zastanowić co twórca brał lub pił gdy ją wymyślił. Zaciekawieni? Zapraszam!

10 lut 2015

0

Kamil pisze #19 Brak weny? Spróbuj tego!


Zdarzyło Ci się kiedyś nie mieć ochoty na pisanie czegokolwiek, wysilanie komórek mózgowych i ogólna niechęć do bloga? Może nie jest to nagminne, w końcu żeby pisać o książce wystarczy ją przeczytać, a pewne emocje z nią związane na pewno się pojawią, jednak czasem bywa tak, że wiemy co chcemy napisać, ale nie wiemy jak. Jeszcze gorsze jest uczucie, które uniemożliwia nam zrobienie czegokolwiek. Możecie to nazwać lenistwem, możecie nazwać brakiem weny. Każdy radzi sobie z tym na swój własny sposób, i najlepiej jest znaleźć ten jeden jedyny, ale są wśród nas tacy, którzy w momencie nadejścia tego straszliwego okresu załamują ręce i nie wiedzą co robić. Pisząc ten post musiałem zebrać kilkanaście opinii na ten temat i wybrać te sposoby, które mogą przynieść największe efekty. Jeśli boisz się braku weny i nie wiesz co z tym zrobić lub znasz kogoś takiego, przeczytaj ten tekst i podaj dalej, a nuż może komuś pomożemy :)   Sposób numer 1 - Muzyka  Nic tak nie wycisza i pobudza jednocześnie jak odpowiednia muzyka. Jedni piszą przy kompletnej ciszy, drudzy natomiast wolą pisać przy swojej ulubionej muzyce. Uwierzcie mi, ten sposób jest jednym z najlepszych - daje do myślenia, a odpowiedni dobór zmotywuje nas do tego stopnia, że zaraz zasiądziesz przed klawiaturą i napiszesz dobry tekst.   Sposób numer 2 - Alkohol  Metoda dość kontrowersyjna, ale jaka skuteczna! Alkohol, czy to piwo wino czy coś mocniejszego ale - zbyt duże ilości wypitego alkoholu skutecznie doprowadzą do sytuacji, w której opublikujecie coś, czego nigdy byście nie napisali. I oby nigdy do tego nie doszło. skutecznie pobudzi do działania, jednak jego największą zaletą, chcąc czy nie chcąc, jest pobudzenie naszej kreatywności i wyobraźni do tego stopnia, że pomysły na tekst przyjdą raz dwa. Jest tylko jedno Choć z drugiej strony, mówiąc o dzisiejszym świecie i jego priorytetach - blog pisany po pijanemu odniósłby pewnie spory sukces.  Sposób numer 3 - Czytaj coś innego niż książki/rób coś innego  Tak wiem, czytamy książki, piszemy o nich, jesteśmy molami książkowymi. Cóż z tego? To zwalnia Cię z obowiązku by czytać coś innego, robić coś na co zwykle nie masz czasu? Obejrzyj fajny film, znajdź swój ulubiony serial, zagraj w coś, czy to na kompie, czy na planszy. Wokół Ciebie jest pełno inspiracji, a dobra rozrywka, ciut inna niż forma pisana pozwoli Ci się na chwilę od niej oderwać. A gdy już wrócisz do czytania książek do recenzji i ich opisywania - będziesz innym recenzentem.  Sposób numer 4 - Rozmawiaj, rozmawiaj i jeszcze raz rozmawiaj  Nasze zajęcie zajmuje dużo czasu i często musimy godzić je z nauka czy też z pracą. Ludzie, których spotykasz codziennie niosą z sobą mnóstwo wspaniałych historii i opowieści, których warto posłuchać. A może ktoś z Twojego otoczenia przeczytał coś ciekawego i w interesujący sposób o tym opowie? Jeśli nie zagadasz, nigdy się tego nie dowiesz! Nie ważne czy będzie to rozmowa na żywo, czy przez Internet - nawet chwila pisania o czymś innym niż dotychczas skutecznie da Ci do myślenia.  Sposób numer 5 - Kup sobie notatnik/notuj wszystkie swoje pomysły  Sposób albo uwielbiany albo potępiany. No bo jak to zapisywać wszystko co mi przyjdzie do głowy? Przecież to zapamiętam! No właśnie nie - często po powrocie do domu zapominamy większość czego doświadczyliśmy w ciągu dnia, chyba że odbiło to się na naszej psychice - pomysły takie nie są i zwykle są zapominane. A może w trakcie przerwy ułożysz kilka zdań do recenzji lub wpadną Ci do głowy chwytliwe tytuły postów? Dobrze by było gdzieś je zapisać, prawda?     Sposób numer 6 - Nie pisz tylko o książkach  Tak wiem, nazywacie siebie blogerami książkowymi i nie wolno Wam pisać o czymś innym. Bzdura! Mimo że mój blog nazywa się jak się nazywa, mimo że moim głównym zajęciem jest czytanie książek, to piszę o kilku innych rzeczach w ciągu miesiąca - dlatego mój blog tak szybko się rozwinął. Głowę mam pełną pomysłów, a szkoda mi ich marnować lub zakładać inne blogi, na które nie miałbym czasu. To właśnie teksty nie związane stricte z recenzjami mają największą ilość odsłon i wcale się temu nie dziwię - wręcz przeciwnie, takich tekstów chcę pisać jeszcze więcej! Wychodzę z takiego założenia, że pisanie tylko i wyłącznie o książkach jest nie tyle co nudne, co przytłaczające i każdy miał takie uczucie choć raz w ciągu swojej blogerskiej kariery - trzeba czasem odpocząć i napisać coś innego. Poza tym, gdybym chciał pisać o książkach, nie czytalibyście teraz tego tekstu :)  Sposób numer 7 - Wycisz się  Nic tak nie pomaga jak mała chwila leżakowania na kanapie, wyciszenia się i myślenia kompletnie o niczym. Warto się wyciszyć, dać chwilę spokoju od wszystkiego i to dosłownie. Myśl o głupotach, o czymś totalnie niezwiązanym z blogiem, pracą czy szkołą. Daj sobie odpocząć, bo tak naprawdę to Twój umysł powoduję całą blokadę, jeśli dasz mu chwilę dla siebie, będziesz czuć się o wiele lepiej.  Sposób numer 8 - Pomyśl o swoich czytelnikach  To chyba najlepszy sposób. Nic tak nie motywuje jak wizja nieszczęśliwych i oburzonych czytelników, którzy z wytęsknieniem czekają na Twój post, a Ty nic nie dodasz. Pomyśl jaką katastrofę wywołasz w ich życiach i jakie konsekwencje będą się z tym wiązać! Szanuj swoich fanów, bo to dzięki nim Twój blog się rozwija i dobrze prosperuje - jeśli ich zaniedbasz, mogą się od Ciebie odwrócić, przecież nikt ich nie trzyma i nie zmusza do czytania Twoich tekstów, prawda?  Każdy ma swój sposób i z chęcią poczytam o nich poniżej, w komentarzach :) Daj znać czy tekst Ci się spodobał, w końcu to mój sposób na brak weny numer 8. Udostępnij, podaj dalej, a może komuś pomożemy i zdobędzie wieczną sławę, pisząc genialne teksty? Fajnie by było, więc nie ociągaj się i daj znać co robisz, gdy dopada Cię przerażające uczucie lenistwa i braku chęci do pisania.
Zdarzyło Ci się kiedyś nie mieć ochoty na pisanie czegokolwiek, wysilanie komórek mózgowych i ogólna niechęć do bloga? Może nie jest to nagminne, w końcu żeby pisać o książce wystarczy ją przeczytać, a pewne emocje z nią związane na pewno się pojawią, jednak czasem bywa tak, że wiemy co chcemy napisać, ale nie wiemy jak. Jeszcze gorsze jest uczucie, które uniemożliwia nam zrobienie czegokolwiek. Możecie to nazwać lenistwem, możecie nazwać brakiem weny. Każdy radzi sobie z tym na swój własny sposób, i najlepiej jest znaleźć ten jeden jedyny, ale są wśród nas tacy, którzy w momencie nadejścia tego straszliwego okresu załamują ręce i nie wiedzą co robić. Pisząc ten post musiałem zebrać kilkanaście opinii na ten temat i wybrać te sposoby, które mogą przynieść największe efekty. Jeśli boisz się braku weny i nie wiesz co z tym zrobić lub znasz kogoś takiego, przeczytaj ten tekst i podaj dalej, a nuż może komuś pomożemy :)


8 lut 2015

0

Szukasz książki dla nastoletniego faceta? Dobrze trafiłeś!



Pamiętacie może moje dwie recenzje książek Ursuli K. Le Guin o pewnym młodym czarodzieju Gedzie, który poszukuje własnego ja i odkrywa w sobie pokłady magii, które pozwalają mu na niebywałe czyny? Wiecie dlaczego akurat te książki okazały się prawdziwymi bestsellerami, a miliony młodych ludzi na całym świecie pożerało je w całości? Mówiły o dojrzewaniu, o psychologicznym aspekcie małego chłopaka, który musi stawić czoła przeciwnościom losu, który mimo swojego młodego wieku jest brutalnie wprowadzany w świat dorosłych i musi sobie z tym poradzić. Le Guin niesamowicie opisywała wszystkie procesy i rozterki moralne młodego Geda, jego dojrzewanie, zmianę charakteru i osobowości. Mercedes Lackey i Larry Dixon napisali trylogię o sowim magu, który, podobnie jak Ged, musi odkryć w sobie swoje przeznaczenie, ale i trochę mu pomóc, tak by jego postać zapisała się na kartach historii jako ta legendarna. Dlaczego Dariana porównuję do Geda? Bo są niezwykle podobni, przy czym ten pierwszy o wiele mniej dojrzały i o wiele bardziej płaczliwy.  Darian stracił rodziców. Myśliwi poszli na polowanie do lasu, jednak w skutek gwałtownej burzy magicznej nigdy nie wrócili. Od tamtej pory młody chłopak zostaje przydzielony do miejscowe maga Justyna na nauki, tak by kiedyś mógł go zastąpić i służyć pomocą reszcie mieszkańców. Sam zainteresowany nie ma nic do gadania, jego zdanie się nie liczy i mimo że ma sporo racji, jak to zwykle bywa w takich historiach dorośli są mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Wszystko zmienia się pewnego dnia, gdy na wioskę Dariana napada zorganizowana grupa lub armia.  No właśnie - pierwszy błąd autorów  - o tych wojownikach nie wiemy praktycznie nic. Nie wiemy skąd są, kim są, dlaczego napadli na wioskę, czego chcą. Żadnej informacji prócz tych, jak wyglądały ich zbroje, i kto im przewodził. Cały napad na wioskę jest potraktowany po macoszemu i na pierwszy rzut oka widać, że Lackey i Dixon nie przywiązali do tego wydarzenia szczególnie dużej uwagi, a szkoda, bo właśnie w takich momentach autorzy powinni dawać jak najwięcej informacji o nowo wprowadzanych postaciach do opowieści.  Kto jest postacią pierwszoplanową? Oczywiście Darian, który jako trzynastoletni chłopak pomaga magowi, choć wcale tego nie chce. Ludzie uważają, że jest niewdzięczny i zarozumiały. To własnie jego psychice i myślom przyglądamy się praktycznie bezustannie. Autorzy, podobnie jak Le Guin, postanowili opisać wszystko co przeżywa chłopak i co czuje. W skutek czego mamy kilkustronicowe rozważania nad myślami i emocjami czeladnika, co amatorów fantasy może usatysfakcjonować, ale początkujących fanów doprowadzić do szewskiej pasji. Na szczęście wszystko zmienia się po kilkudziesięciu stronach. Lot sowy jest podręcznikowym przykładem książki, która ma za zadanie wprowadzić nas w całą historię i jej świata. Stąd fabularna jakość całej książki trochę kuleje, co spowoduje kilka innych komplikacji.  Akcja i jej tempo jest niemal niezauważalne. Owszem, mamy malownicze opisy krajobrazów, poszczególnych elementów domów, zbroi, postaci czy zwierząt i jest niewątpliwie zaleta Lotu sowy - magicznie wprowadza nas w całą otoczkę książki jednak dla starych wyjadaczy gatunku będzie to po prostu nudne. Sama opowieść jest do bólu przewidywalna i nawet niezbyt bystry czytelnik w mig zorientuje się, że coś jest nie tak i będzie miał wrażenie, że gdzieś to już czytał. Fabuła i jej rozkład jest typowo filmowa, z mocnym punktem kulminacyjnym, który naprawdę daje dobre rokowania na przyszłe tomy - można mieć nadzieję, że w pozostałych dwóch tomach wszystko w końcu się rozkręci.  O ile postać Dariana i jego życie jest opisane naprawdę przystępnie i lekko, tak reszta postaci to, niestety nic nie znaczący bohaterowie, których w pewnym momencie przestajemy rozróżniać. Uwierzcie mi, aspekt relacji międzyludzkich czy też i innych, pewna hierarchiczność herosów są kompletnie pominięte i to właśnie najsłabsze elementy Lotu sowy. Już o ile infantylność i dziecinność Dariana potrafi wkurzyć tak totalna bezpłciowość niektórych Sokolich Braci potrafi wprowadzić nas w grobowy nastrój, urozmaicony zgrzytaniem zębów. Nie można mieć tego za złe tym, którzy nie odgrywają ważnych ról w całej historii, jednak postępowanie i charakter co poniektórych potrafi boleć. Dosłownie.  Powyższe słowa były napisane przez fana literatury fantastycznej, który ma już naprawdę sporo cięższych i lżejszych tytułów za sobą. Mój subiektywizm jest uzasadniony i powinien być w pełni akceptowalny, jednak postanowiłem w kilku słowach powiedzieć Wam czy amatorzy i początkujący mogą z czystą przyjemnością czytać Lot sowy. Książka amerykańskich autorów jest bardzo dobra i niezwykle mocno godna polecenia dla młodszych czytelników, może w wieku głównego bohatera. Odkryją oni baśniowy świat, mimo swojej brutalności psychicznie daje motywacyjnego kopa do działania i pracowania nad samym sobą. Każdy młody facet chciał walczyć z potworami, polować, zakładać pułapki, spotkać magiczne stwory i zwierzęta. Lot sowy wszystko to oferuje i zachęca do czerpania całymi garściami - oczywistym jest podobieństwo do książek Le Guin jednak taki schemat jest ukierunkowany do konkretnego czytelnika jakim jest nasza młodzież, która jeszcze nie wiem jaki gatunek jest tym ulubionym. Lot sowy daje niezwykła frajdę z czytania i odkrywania razem z bohaterem swojej osobowości i charakteru, udekorowanej magicznym, wręcz baśniowym światem.  Jeśli macie w rodzinie młodego kuzyna, który lubi czytać książki, który jeszcze nie poznał twórczości Le Guin - dajcie mu w ręce Lot sowy, przepadnie na kilka dnia i będzie chciał o wiele więcej. Satysfakcjonujące jest to, że wśród ciężkich i wymagających lektur, które nie są dla wszystkich i nie wszyscy je zrozumieją, nadal pisze się tego typu powieści jak recenzowana przeze mnie książka. Oczywiście, dla starszych czytelników i tych bardziej doświadczonych Lot sowy może okazać się niewypałem i być po prostu nudnym czytadłem, które pełno jest błędów. Gdyby nie ukierunkowanie odbiorcy i pisanie właśnie dla niego, moja ocena byłaby o wiele niższa, bo książka nie jest idealna. Lot sowy nie jest dobrym przykładem klasycznego fantasy i entuzjaści tego typu opowieści nie znajdą w nim nic interesującego.   Młody czytelniku.. Sięgnij po Lot sowy! Znajdziesz tu magiczny świat, pełen baśniowych stworów; bohatera, który mimo przeciwności losu decyduje się wziąć w ręce stery swojego losu; historię, która zainspiruje Cię do zmian, o które sam siebie dotąd nie podejrzewałeś. Polecam!Pamiętacie może moje dwie recenzje książek Ursuli K. Le Guin o pewnym młodym czarodzieju Gedzie, który poszukuje własnego ja i odkrywa w sobie pokłady magii, które pozwalają mu na niebywałe czyny? Wiecie dlaczego akurat te książki okazały się prawdziwymi bestsellerami, a miliony młodych ludzi na całym świecie pożerało je w całości? Mówiły o dojrzewaniu, o psychologicznym aspekcie małego chłopaka, który musi stawić czoła przeciwnościom losu, który mimo swojego młodego wieku jest brutalnie wprowadzany w świat dorosłych i musi sobie z tym poradzić. Le Guin niesamowicie opisywała wszystkie procesy i rozterki moralne młodego Geda, jego dojrzewanie, zmianę charakteru i osobowości. Mercedes Lackey i Larry Dixon napisali trylogię o sowim magu, który, podobnie jak Ged, musi odkryć w sobie swoje przeznaczenie, ale i trochę mu pomóc, tak by jego postać zapisała się na kartach historii jako ta legendarna. Dlaczego Dariana porównuję do Geda? Bo są niezwykle podobni, przy czym ten pierwszy o wiele mniej dojrzały i o wiele bardziej płaczliwy.