• Recenzje

    Nie boję się skrytykować beznadziejnej książki, chwalę dobrze napisane. Jestem subiektywny, nie piszę pod publikę.

  • Felietony

    Relacje z wydarzeń, porady dla początkujących i moje własne przemyślenia na temat blogosfery.

  • Gry

    Gry planszowe i karciane traktuję tak samo jak książki. To świetna alternatywa na nudne wieczory, czy spotkania z przyjaciółmi.

  • Sztuka

    Sztuka ciągle pojawia się w moim życiu pod różnymi postaciami. Chcę ją pokazać Wam w subiektywnym świetle, jednocześnie obnażając najdziwniejsze pomysły na dzieło sztuki.

19 mar 2015

0

Kamil pisze #20 Mój drugi, największy skarb. Biblioteczka


Parę dni temu dotarło do mnie, że nigdy nie pokazałem Wam mojej biblioteczki. Może czekałem na odpowiednią porę? Najsensowniejszym wytłumaczeniem byłby fakt, że parę miesięcy nie było ona wcale taka duża i dopiero działalność blogowa pozwoliła mi na systematyczne jej powiększanie. Zawsze marzyłem o ogromnym pomieszczeniu wypełnionym po brzegi mnóstwem książek i uparcie do tego celu dążę. Moglibyście powiedzieć, że dobrze wyszedłem zakładając bloga i mam książki za darmo. Otóż nie, blog to praca jak każda inna, z tym wyjątkiem, że wynagrodzenie otrzymuję właśnie w papierowych cegiełkach. Dzisiaj chciałbym pokazać Wam dwa miejsca - w obu trzymam sporą liczbę książek, przy czym w jednym znajdują się te przeczytane, a w drugim te, które czekają na swoją kolej lub były przeczytane stosunkowo niedawno. Zapraszam!

17 mar 2015

0

Stefan Darda i jego Słoneczna Dolina



Wszyscy wiemy kim byli i co napisali tacy autorzy jak Lovecraft, Poe, King czy niezbyt lubiany przez mnie Koontz. Mistrzowie gatunku, siewcy grozy, mrocznego klimatu, poczucia zagrożenia. Zdobyli miliony fanów na całym świecie swoimi tekstami. Często niedoceniani za życia, jak było w przypadku dwóch pierwszych panów, zyskali niezwykłą popularność po śmierci. Przyznam się szczerze, że nie czytałem zbyt wiele utworów Poe'go czy Lovecrafta - nie kusiła mnie ich proza, nie miałem z nią styczności, dopiero przed kilkoma tygodniami coś drgnęło i o to, czytam w dość nieregularnych odstępach czasu zbiór opowieści H.P. Można by uznać, że w tematyce horroru powstało tyle powieści, że temat jest kompletnie wyczerpany, tak by napisać coś świeżego i niepowtarzalnego. Niezwykle trudnego zadania podjął się Stefan Darda, uchodzący za czołowego pisarza polskiej powieści grozy. Dzięki wydawnictwu Videograf mogłem, w końcu, przekonać się na własnej skórze czy jest się czego bać.   Pracujący w gazecie Adam dostaje paczkę od tajemniczego gościa, w której odnajduje list od przyjaciela, który parę dni temu wyjechał na Lubelszczyznę za namową Krzysztofa Piaseckiego, który miał mu przedstawić niesamowitą historię z tematyki zdarzeń paranormalnych. Witek, bo tak ma na imię nasz główny bohater, pisze do przyjaciela, że może już nie wrócić i przeprasza za brak jakichkolwiek znaków życia przez te parę dni, jednak cała historia okazała się całkiem ciekawa i pochłaniająca. Od tej pory zaczynamy podróż na tajemnicze Roztocze, Czarny Wygon i w końcu na Słoneczną Dolinę.  Na przekór wszystkiemu i wszystkim postanowiłem, że swoją przygodę z twórczością Dardy rozpocznę od Słonecznej Doliny i w tym postanowieniu wytrwałem. Nie czytałem Domu na wyrębach, nie czytałem czwartej części przygód Witka, tak jak zrobili to co poniektórzy. Bardzo cenię sobie chronologię i zależy mi na tym, by wszystko odbywało się w ustalonym porządku - gdybym zaczął od tomu drugiego lub trzeciego, cały cykl byłby dla mnie po prostu niezrozumiały i źle przedstawiony. Już po przeczytaniu tomu pierwszego mogę z ręką na sercu powiedzieć, że dokonałem możliwie najlepszego wyboru i Wam, Ci którzy o twórczości pisarza tylko słyszeli zalecam to samo.  Darda potrafi stworzyć niesamowity klimat realnego zagrożenia. Dawkuje nam poszczególne informacje w niezwykle przemyślany sposób, zmuszając nas niejako do przeczytania jego powieści w ekspresowym tempie. Mi zajęło to dwa dni, i gdyby nie wypadki losowe mógłbym spokojnie skończyć pierwszy tom w parę godzin. Na czym polega ten fenomen? Darda pisze bardzo lekkim i prostym stylem, posługując się nieskomplikowanym językiem. Nie znajdziemy tutaj żadnych specjalistycznych terminów, wszystko jest proste i przejrzyste, tylko sekret Wygonu pozostaje w ukryciu, i to właśnie jest najlepsze w całej powieści.  W dzisiejszych czasach pod słowem horror znajdziemy pełno filmów i książek, w których krew leje się strumieniami, flaki latają, głowy odpadają, gałki oczne się rozpływają, a kości kruszą się jak zapałki. Przecież nie o to w tym chodzi! Spójrzmy na Kinga - facet pisze w sposób przemyślany (no dobra, nie każda jego powieść była pisana w ten sposób) i dawkuje nam napięcie w sposób arcymistrzowski. Tutaj najważniejsi są bohaterowie i tło fabularne w którym się znaleźli i chcąc nie chcąc muszą uczestniczyć w wydarzeniach nakreślonych przez autora. U Dardy wygląda to bardzo podobnie - mamy miłą i wesołą okolicę Roztocza, sielski krajobraz, czas wolniej płynie, idealne miejsce na wypoczynek. Z drugiej strony mamy Witka, który musi zmierzyć się z iście nieprawdopodobną historią, w którą ciężko uwierzyć. Takie umiejscowienie bohatera aż prosi się o ciekawie rozbudowaną analizę psychologiczną postaci.  No i tutaj docieramy do największego zgrzytu w Słonecznej Dolinie. Postacie i ich psychika są niezwykle skąpe i ubogo rozbudowane. W pewnych momentach miałem wrażenie, że czytam o dzieciach, które trafiły do krainy złego uzurpatora, którym zdają się nie przejmować. Tak właśnie było, niekiedy Witek i cała reszta bohaterów zachowywała się jakby nic strasznego się nie działo, a całość historii opowiadanej przez Krzyśka jakby ich nie ruszała. Skąpe przemyślenia, infantylne zachowania, niezbyt dobrze napisane dialogi - wszystko psuje odbiór całej opowieści, przez co nie wydaje się ona taka straszna.  A na początku się bałem. Autentycznie. Zwłaszcza, gdy lekturę zacząłem późnym wieczorem i nic nie było wiadomo, a Czarny Wygon i tajemnicza historia była mi kompletnie niezrozumiała. Świetnie utrzymany klimat swojskiego Lubelszczyzny, która kusi wspaniałymi widokami i niesamowitą atmosferą, daje się we znaki już od początku Słonecznej Doliny i jest to niewątpliwie duża zaleta całej książki. Umiejscowienie wydarzeń książki w takiej okolicy jest dość klasycznym manewrem, jednak czytając taką historię w naszych polskich stronach wywołuję dodatkowy dreszczyk emocji. W takim momencie chciałbym tam mieszkać lub poczytać jakiś horror czy powieść grozy, której akcja rozgrywałaby się Małopolsce.  Później cała otoczka gdzieś znikła i cała historia wydała mi się do tego stopnia nierealna, że ostatnie strony książki przeczytałem z szybko rosnącym zdziwieniem - po raz kolejny główny bohater podejmuje dość dziwaczną decyzję. Boję się o drugi tom, czy będzie równie zaskakujący jak pierwszy, przynajmniej tak jak na początku. Wydaję się, że wszystko zostało już napisane o opowiedziane, jednak Darda nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Widać w jego Słonecznej Dolinie niesamowitą pasję tworzenia i snucia własnej, niczym nie zmąconej opowieści. Taki styl jest dość trudny w odbiorze i nie każdemu przypadnie do gustu - narracja pierwszoosobowa, za którą nie przepadam dała mi w kość na początku, jednak powoli zaczynam się przyzwyczajać do takiego stylu pisania. Innego wyjścia nie mam.  Cóż mogę powiedzieć na zakończenie? Oczekiwałem czegoś bardziej szokującego i strasznego. Przeczytam drugą część, owszem i mam nadzieję, że będzie lepsza od poprzedniczki. Nie mamy w Polsce równie dobrego pisarza powieści grozy i trzeba przyznać Stefanowi Dardzie, że jego twórczość jest wyjątkowa i niepowtarzalna. Słoneczna Dolina to pierwsza część cyklu Czarny Wygon, która powinna stać się ozdobą biblioteczki każdego fana gatunku, bez względu na to czy znasz na pamięć wszystkie opowiadania Lovecrafta, czy Kinga lub jesteś nowicjuszem - książki Dardy musisz kupić już jutro lub nawet terazWszyscy wiemy kim byli i co napisali tacy autorzy jak Lovecraft, Poe, King czy niezbyt lubiany przez mnie Koontz. Mistrzowie gatunku, siewcy grozy, mrocznego klimatu, poczucia zagrożenia. Zdobyli miliony fanów na całym świecie swoimi tekstami. Często niedoceniani za życia, jak było w przypadku dwóch pierwszych panów, zyskali niezwykłą popularność po śmierci. Przyznam się szczerze, że nie czytałem zbyt wiele utworów Poe'go czy Lovecrafta - nie kusiła mnie ich proza, nie miałem z nią styczności, dopiero przed kilkoma tygodniami coś drgnęło i o to, czytam w dość nieregularnych odstępach czasu zbiór opowieści H.P. Można by uznać, że w tematyce horroru powstało tyle powieści, że temat jest kompletnie wyczerpany, tak by napisać coś świeżego i niepowtarzalnego. Niezwykle trudnego zadania podjął się Stefan Darda, uchodzący za czołowego pisarza polskiej powieści grozy. Dzięki wydawnictwu Videograf mogłem, w końcu, przekonać się na własnej skórze czy jest się czego bać.

15 mar 2015

0

Simon Beckett po raz drugi


Kto nie lubi czytać kryminałów? Znajdą się tacy? Szczerze wątpię. Chyba każdy lubi rozwiązywać skomplikowane zagadki i wczuć się w rolę literackiego detektywa. Dreszczyk emocji, skok adrenaliny, gęsia skórka - mimowolnie nam się to podoba i po odłożeniu jednej, początkowo nierozwiązywalnej historii zabójstwa/kradzieży mamy ochotę na więcej. Śmierć nas fascynuje i każdy z nas chciałbym choć raz w życiu wejść w rolę detektywa badającego poważną i trudną do rozwiązania sprawę. Simon Beckett stał się rozpoznawalnym nazwiskiem po głośnej Chemii śmierci, w której pierwsze skrzypce nie grali poszczególni bohaterowie, ale ich mała miejscowość, która kreowała ich charaktery i reakcje na poszczególne wydarzenia. Powróciłem do prozy Becketta po stosunkowo niedługim czasie. Czy jest równie dobrze? Zapraszam Was do lektury recenzji Szeptów zmarłych.


13 mar 2015

0

Kamil sztukuje #5 Rysunki wykonane po zażyciu narkotyków


Trzynasty dzień marca. Kalendarzowa wiosna coraz bliżej i bliżej, mam nadzieję, że w końcu na stałe zrobi się ciepło. Ostatnio z Lubą szukaliśmy tematu do kolejnej odsłony sztukowania, tak by Was czymś zaskoczyć, ale i wzbudzić różnorakie emocje. Przyznam się, że pomysłów jest naprawdę sporo, jednak nie zawsze nadają się one do realizacji. Nie chcę koncentrować się tylko i wyłącznie na obrazach czy rzeźbach z epok dawnych, ale i okresów tych bliższych współczesności. Nie chcę pisać o sztuce, która ma za zadanie tylko i wyłącznie szokować. Sztuka to także sposób na poruszenie głębokiego problemu, próba spojrzenia na świat oczami osoby chorej lub uzależnionej. Taka sztuka ma prawdziwy sens, i chociaż czasem są to typowe eksperymenty to uświadamiają ludzi w pewnych, często bardzo ważnych kwestiach. Postanowiłem pokazać Wam rysunki, które stworzyli ludzie po zażyciu odpowiednich narkotyków i alkoholu. Być może często zastanawialiście się jak to jest brać coś takiego i jak się wtedy człowiek czuje. Dilerzy i ludzie uzależnieni zapewniają o niezłym polocie i wszechogarniającemu uczuciu szczęścia i zadowolenia. Pamiętajcie, że są narkotyki, która mają wzbudzić agresję i uwolnić zwierzęce instynkty. Jak wyglądają takie prace? Zapraszam do lektury.


11 mar 2015

0

Chciałbyś napisać własną książkę?



Pisanie wydaje się banalnie proste. Ot pisarz zasiada przed komputerem i daje się ponieść magicznej wenie, która prowadzi go przez kolejne etapy powieści. To musi być proste! Otóż nie jest. Zawód pisarza to ciężki kawałek chleba, aby się wybić nie wystarczy niesamowity talent. Ktoś musi Cię docenić, dostrzec w Tobie potencjał, pokazać co zrobiłeś źle i co możesz poprawić. W większych miastach organizowane są warsztaty literackie, które pomagają pisać i pokazują jak pisać - niektórzy wyniosą z tego konkretną naukę, inni tylko długopis i kartkę papieru. Maszyna do pisania Katarzyny Bondy daje nadzieję, że każdy może zostać sławnym pisarzem, wystarczy poświęcić się temu bez reszty i pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Byłem ciekawy tej książki, chciałem dowiedzieć się czegoś nowego, czekałem na mądre rady i ciekawe przemyślenia. Przeliczyłem się.   Nie znam nikogo, kto będą małym brzdącem lub niedojrzałym nastolatkiem chciał napisać swoją własną opowieść. Zabawy z kumplami na podwórku, granie w gry komputerowe, epickie historie - to wszystko kształciło naszą wyobraźnię, która podsuwała nam coraz ciekawsze pomysły na własny, wyimaginowany świat. Nie będę rozdzielał tego pomiędzy facetów i kobiety - oczywistym jest fakt, że myślimy inaczej. Każdy z nas miał w swojej głowie pewien świat, pełen wytworów naszej wyobraźni - czemu więc tego nie przelać na papier? Sytuacja się nasila, gdy czytasz dużo książek lub o nich piszesz. Ostatnio zauważyłem sporych rozmiarów trend, w którym to blogerzy piszą książki/opowiadania. Skoro tyle ich czytamy, to mamy prawo do ich pisania, prawda? Nie do końca.  Bez treningów pisarskich nic nie wskórasz. Nie dasz rady i rzucisz swój projekt w cholerę. Nie możesz działać pod wpływem impulsu i przyjmować napisane tych parę linijek za tekst na wskroś epicki, równy największym pisarzom świata. Nie w tym rzecz. Fabuła musi być przemyślana i dobrze zrozumiana przez jej autora. Myślę, że w tym tkwi sęk pisania - to od autora zależy jak czytelnicy przyjmą jego powieść, jakie recenzje zbierze, do kogo trafi. Nie napiszesz smutnej komedii, tak jak nie napisałbyś wesołego dramatu, prawda? Wszystko sprowadza się do Twojego pomysłu - co ma przedstawić, w jaki sposób pokazać bohaterów, jak poprowadzić fabułę. Jeśli Ty będziesz męczył się z pisaniem, czytelnik będzie męczył się z czytaniem.  Bonda w Maszynie do pisania daje nadzieję. Systematycznie i malutkimi krokami wprowadza nas w świat pisarzy, który jest przerażająco brutalny. Już na początku studzi wielkie idee młodych debiutantów i chwała jej za to, nie każdy jest stworzony do pisania. Autorka stara się pokazać o co chodzi w tym zawodzie, co musisz umieć, aby porwać się na tak niedorzeczny pomysł jak życie z pisania. Daje cenne rady, które pokażą co robiłeś źle, zrozumiesz co poprawić i w jaki sposób zmienić swoje myślenie. Nie myśl, że wszystko co piszesz jest złe, to nie prawda. Twój warsztat jest kiepski.  Chciałbym napisać coś jeszcze pozytywnego o Maszynie do pisania, ale nie mogę. Książka ta ma niezłe wprowadzenie i daje sporo możliwości i cennych uwag dla debiutantów i młodych zapalonych, literackich umysłów. Jednak jeśli czytałeś inne książki o sposobach pisania, brałeś udział w warsztatach literackich, czytasz fora, na których ludzie oceniają prace innych i dają różnorakie wskazówki.. nie znajdziesz w tej publikacji nic nowego, ani tym bardziej pożytecznego. Bonda po prostu opisuje to co każdy, ciut bardziej doinformowany początkujący pisarz potrafi znaleźć w Internecie.   Najbardziej męczył mnie dziwne i przydługie opisy poszczególnych etapów nad pracą - czułem się jakbym był na jakimś spotkaniu motywacyjnym dla idiotów, na którym tłumaczy się jak dziecku jak należy myśleć w sytuacjach stresowych - najważniejsze to nie płakać. Każdy z nas wie, jak ważna jest fabuła dla całej książki, ile wnoszą poszczególni bohaterowie, co robi dobry i wyrazisty opis - Bonda chce nam pokazać jak pisać, ale wychodzi jej to średnio - byłem zanudzony i przerzucałem kolejne kartki, byleby przeczytać coś nowego i pożytecznego. Poza tym istnieje jeszcze jeden zarzut wobec Maszyny do pisania  - pisanie w sposób, jaki autorka proponuje jest nudny i do bólu schematyczny. Dlatego też coraz częściej powieści debiutantów są mieszane z błotem, bo zwyczajnie się nudne. Oczywiście, każdy ma inny pomysł, ale gdyby tak poprowadzić wszystkie książki w jeden sposób, to wierzcie mi, skończyłbym z pisaniem o książkach.  Widać gołym okiem, że Bonda czuje się najlepiej w klimatach powieści obyczajowej lub kryminalnej. Nie mam jej tego za złe. Mam za złe jednak to, że resztę gatunków traktuje po macoszemu - czy to opis pisania fabuły, konstrukcji akcji, tworzenia bohatera - wszystko jest utrzymane w gatunkowych realiach upodobanych przez autorkę, przez co reszta jest traktowana w sposób bardzo ogólnikowy i często łapałem się na tym, że nie chcę czytać Maszyny do pisania - nie pokazywała niczego nowego.  Zaryzykuję stwierdzenie, że Maszyna do pisania powinna być o wiele krótsza. Biorą ją do ręki nie oczekiwałem, że ktoś będzie mi tłumaczył na czym polega zawód pisarza, co to jest talent, co to jest praca, co to jest warsztat, c to jest fabuła, akcja i inne ogólniki, które każdy, kto chce pisać powinien już dawno znać. Zależało mi na faktach opisanych w zwięzły i treściwy sposób, tak by po ich przeczytaniu coś piknęło i musiałbym usiąść przed komputerem. Owszem, coś piknęło i tak, owszem piszę. Ten tekst. Nie twierdzę, że książka Bondy jest zła. Zawiera sporo dobrych rad i uwag dla początkujących, poczytacie o schematach i pewnych wyznacznikach, których trzeba się trzymać, inaczej Wasza powieść będzie źle napisana.  Tak na koniec opowiem Wam krótką historię. Mam kuzyna, który lubi czytać, kocha fantasy i pisze sobie dla siebie, ot tak do szuflady, Zaproponowałem mu Maszynę do pisania, może czegoś się nauczy, wpadnie mu do głowy coś świeżego i zacznie pisać swoją własną książkę, którą będę promował. Odpowiedział mi mniej więcej tak "Po cholerę mam to czytać, skoro w necie mam mnóstwo informacji od ludzi, którzy dzień w dzień czytają cudze teksty? Poza tym, popatrz na listy bestsellerów czy to polskie czy amerykańskie i powiedz mi ilu pisarzy stamtąd ma odpowiednie wykształcenie, a kto jest grafomanem." Nie przedłużając, jeśli jesteś kompletnym, niedoinformowanym amatorem bierz śmiało, Maszyna do pisania czegoś Cię nauczPisanie wydaje się banalnie proste. Ot pisarz zasiada przed komputerem i daje się ponieść magicznej wenie, która prowadzi go przez kolejne etapy powieści. To musi być proste! Otóż nie jest. Zawód pisarza to ciężki kawałek chleba, aby się wybić nie wystarczy niesamowity talent. Ktoś musi Cię docenić, dostrzec w Tobie potencjał, pokazać co zrobiłeś źle i co możesz poprawić. W większych miastach organizowane są warsztaty literackie, które pomagają pisać i pokazują jak pisać - niektórzy wyniosą z tego konkretną naukę, inni tylko długopis i kartkę papieru. Maszyna do pisania Katarzyny Bondy daje nadzieję, że każdy może zostać sławnym pisarzem, wystarczy poświęcić się temu bez reszty i pracować, pracować i jeszcze raz pracować. Byłem ciekawy tej książki, chciałem dowiedzieć się czegoś nowego, czekałem na mądre rady i ciekawe przemyślenia. Przeliczyłem się.